Kambodża

Green peace

Pokonanie dystansu między Kratie a położonym na północnym wschodzie kraju Ban Lung zajęło nam 5 godzin. Droga tyko w 1/5 jest wyasfaltowana – reszta to ubity, wyboisty trakt wiodący przez upalne równiny rzadko porośnięte lasem i bananowcami. Ziemia jest tu rdzawa, blado-czerwona. Rudy jak ruda miedzi pył osiada na wszystkim i wszystkich.

Trasę pokonaliśmy minibusem wypchanym grupą ludzi, która spokojnie zapełniłaby autobus. Całe pozostałe w środku pojazdu miejsce zajmował skuter, który razem z czwórką pasażerów zmieścił się między pierwszym a drugim rzędem siedzeń. Dwa dodatkowe skutery przytroczone były do bagażnika. Było więc ciasno, ale wesoło – zwłaszcza, że muzyka grała głośno (głośnik wielkości dużego wiadra mieścił się pod Ewy siedzeniem) i bez przerwy. Choć może muzyka to za dużo powiedziane – kierowca namiętnie i w kółko puszczał jedną kambodżańską piosenkę.

Na szczęście wszystkie siły, które straciliśmy w drodze odzyskaliśmy z nawiązką kursując dziś na skuterze po zielonych okolicach Ban Lung. Teren jest tu pagórkowaty a przez to widoki przyjemne dla oka. Słońce grzeje jak domowy krupnik, cień chłodzi jak dział z nabiałem w hipermarkecie a na nudę nie ma czasu – braki cywilizacyjne nadrabia natura.

Tutejsze wodospady można oglądać z naprawdę bliska – z góry i z dołu, od frontu i z tyłu, z za wodnej ściany. Żadnych barierek, zakazów wstępu, ograniczeń – podejść można naprawdę blisko, tak blisko by poczuć na twarzy rykoszetujące wszędzie wokół krople wody. I wszystko to w zupełnej samotności – większość turystów po prostu tu nie dociera.

Zaliczywszy wodospady pojechaliśmy popływać w kraterze wulkanu, który czas zmienił w jezioro. Idealnie okrągłe, szmaragdowe oczko, woda chłodna ale nie zimna – ktoś gdzieś napisał, że to najlepszy basen w kraju. “Basen” ma 50 m głębokości, powstał 700,000 lat temu, otacza go gęsty las a bambusowe zagajniki rozbrzmiewające ptasim śpiewem. Resztę dnia spędziliśmy na zmianę czytając i dając nura z przerwą na spacer wokół jeziora i smażone nudle w pobliskim barze.

Baterie naładowane, jutro w drogę. Od Phnom Peng dzieli nas 12 godzin jazdy autobusem.

A oto trochęzdjęć z Ban Lung i okolic:

Standard
Kambodża

Na ramionach olbrzymów

Angkor Wat reflection

Świątynie Angkor są jak wieża Eiffla, jak Koloseum, jak Taj Mahal. Znane od dziecka – z książek, z pocztówek, z filmów. Obrazki oswojone przez lata. Jednocześnie spowszedniałe i nierealne. A potem nadarza się okazja, żeby zobaczyć je na własne oczy i człowiek oczom nie wierzy. Jakie to wielkie, jakie to piękne, jakie to wspaniałe. Znowu daliśmy się zaskoczyć. Continue reading

Standard