„Ja już tu dłużej nie wytrzymam!” – powiedziała mi nie dawno koleżanka-nauczycielka rodem z RPA. „Z Tajami nie da się pracować”. Zgadzam się, często się nie da. Ale za to dość dobrze da się z nimi nie pracować.
Tag Archives: Praca w Tajlandii
Na legalu
Ostatnio coraz częściej dostaję maile od czytelników Skoku ciekawych jak to się robi. Jak zostaje się nauczycielem w Tajlandii. Widać na bloga trafiają również ludzie, których nieco gryzie rzeczywistość, którzy chcieliby się wyrwać i spojrzeć na świat z jego wschodniej flanki. Na maile odpowiadam jak umiem a z czasem może pokuszę się nawet o stworzenie tu małego kompendium dla takich jak ja nie umiejących zagrzać miejsca awanturników.
Rasizm po Tajsku
Drogo, drożej, Bangkok?
Legalize me
It’s official. Nie jestem już w Tajlandii na wakacjach, skończyła się turystyka. W piątek, po kilku godzinach spędzonych w Biurze Imigracyjnym zmieniłem swoją wizę turystyczną na Non Imigrant B Visa – dokument, na postawie którego mogę otrzymać pozwolenie na pracę(technicznie rzecz biorąc wciąż pracuję nielegalnie). Choć więc nazwa wizy na to nie wskazuje, wygląda na to, że wyemigrowałem.
Cyrk
Sto Dni
Stuknęło mi 100 dni pobytu w Tajlandii i nawet nie mam czasu na świętowanie. Jestem urobiony po łokcie. W środę zaczął się rok szkolny, korytarze liceum Siriratannathorn zapełniły się tabunem uczniów, przecznica przez nią zapełniła się ulicznymi sprzedawcami, którzy liczą na to, że rodzice zapełnili kieszenie uczniów kieszonkowym. Zapełnił się też mój plan dnia.
Witaj szkoło
Niech mnie ktoś uszczypnie! Gdzie ja jestem?! Co ja tu robię?! Jeszcze dwa lata temu żyłem zgodnie ze złoty standardem dom – praca – dom. Wspólnymi siłami, wraz z całą rodziną spłacałem kredyt za mieszkanie, miałem dziewczynę, kota, codzienną rutynę. A teraz stoję odstawiony jak stóż w boże ciało, wystawiony na odstrzał na tle białej tablicy a 20 par skośnych oczu śledzi każdy mój ruch.
Przybyłem, zobaczyłem, zostaję
51 dni po przylocie do Tajlandii klamka zapadła – zostaję. Wczoraj, o 10 rano podpisałem roczny kontrakt z gimnazjum na południu Bangkoku. Tym sposobem swoją pierwszą w życiu umowę o pracę zawarłem…w Prima Aprilis.




























