Podróżowanie jest proste. Zwłaszcza, gdy nabierzesz już w nim nieco doświadczenia. Ale przed pierwszą wyprawą najesz się pewnie nieco stresu i popełnisz kilka błędów. Coś o tym wiem – sam je popełniłem. Oto jak ich uniknąć.
Tag Archives: Zdrowie
Jak rzucić to wszystko…
… i wyjechać w ciepłe kraje.
Skoro już tu jesteś to możliwie, że gdzieś zakiełkowała u ciebie myśl o wyjeździe.Marzysz o wielkiej wyprawie ale nie wiesz jak zacząć? Nie wiesz jak zabrać się za organizowanie wyjazdu? Dobrze wiem jak to jest – świat taki wielki i przerażający przed wyjazdem tyle rzeczy do załatwienia i zorganizowania. Nie prawda! Podróżowanie jest proste! Najtrudniej jest zrobić ten pierwszy krok.
Back on track!
Mijający powoli dzień sponsoruje słówko – negatywny. Oto wynik mojego badania na obecność wirusa H1N1.
{Wybuch radości}
A to oznacza, że nie musimy siedzieć w szpitalu, możemy ruszać dalej. Wypuszczą nas stąd o czwartej, musimy jeszcze poczekać na wyniki badania krwi, ściągnięcie wenflonu i w drogę. Dziś zostajemy w Delhi, jutro prawdopodobnie do Jaipur.
Czuję się świetnie, temperatura spadła, kaszel nie minął ale męczy jakby mniej a przed chwilą udało mi się nawet bez kręcenia nosem zjeść jakieś indyjskie szpitalne przysmaki. W przypływie dobrego humoru zadeklarowałem, że dziś stawiam kolację w knajpie
2 dni w plecy ale przynajmniej nikt nam już nie powie, że nie leżeliśmy w szpitalu w Delhi
Kwarantanna
Do Delhi zajechaliśmy o 6-tej rano. Poł godziny później byliśmy już w szpitalu. I się zaczęło – inhalacje, badania, analizy. Wszystko słono płatne. Bo szpital uparcie twierdził, że nie ma umowy z naszym ubezpieczycielem i że kasę odzyskamy sobie w Polsce. Łącznie badania (a w większości bezproduktywne czekanie) zajęły nam 8 h i kosztowały…16,000 rupii. A wszystko by dowiedzieć się, że muszę zostać objęty kwarantanną ze względu na podejrzenie świńskiej grypy. Koszt kwarantanny na jedną noc – 7500. Odmówiliśmy, ruszamy ku wyjściu a tu drogę zastępuje nam strażnik.
Resztę napisze Ewa, właśnie założyli mi kroplówkę i jestem bez ręki.
Po moim pytaniu o co chodzi, Pan powiedział coś na kształt ‘no allowed’ i się zaczęło szpitalne piekiełko – kłótnie, awantury, brak jakichkolwiek sensownych informacji, tylko mamrotanie “you sit madam, we are trying to help you”. W końcu zadzwoniłam do ambasady i z pomocą pana wice-konsula wylądowaliśmy w innym szpitalu. Szpital jest brudny, wstrętny i mroczny, ale przynajmniej jest za darmo.
Trudno się dziwić, że z Delhi jak na razie nie dostarcza nam pozytywnych wrażeń. To co widzieliśmy dotychczas z pociągu, rikszy i karetki jest odrażające, brudne i śmierdzi nie do wytrzymania. Ludzie też są mniej mili, albo może to już nasze postrzeganie się zmieniło, ale od kliku dni wdajemy się z nimi w kłótnie za byle co. Za to, że się gapią, za to że nie potrafią powiedzieć o co im chodzi i że zdzierają z nas kasę na każdym kroku.
No nic, jutro o 12 przyjdą wyniki badań i okaże się czy tydzień przebiegnie pod znakiem H1N1…trzymajcie kciuki!
Kryzys
Siedzimy w pociągu Bangalore – Delhi. Będziemy jechać 35 godzin. Nieważne. Ważne, że jedziemy dalej. Dwa dni w Mysore dały mi się we znaki. Przeleżałem je w łóżku walcząc z gorączką. Jeszcze nie wygrałem ale już jest lepiej.
Wszystko wskazuje na to, że to właśnie przez gorączkę Indie zaczynają mnie irytować. Denerwują zapachy, denerwują ludzie. I jedzenie. Obecnie nie jestem wstanie tknąć nic mocno przyprawionego. A tutaj wszystko jest przyprawione do granic wytrzymałości. Dzisiaj w ramach przywracania równowagi organizmu wybraliśmy się na kolację do KFC. Smakowało po prostu fantastycznie.
Może dobre słowo na temat Mysore znajdzie Ewa. Dla mnie to jak dotąd najgorsze indyjskie doświadczenie. Wielkie prowincjonalne miasto. Brudne, hałaśliwe, śmierdzące, bez nawet jednej zjadliwej knajpy.
A to północ miała być ciężka…
dd9c1f783b903e0bc7d3ef1ecc5acbdd


























