Uśmiechnij się, jesteś w Birmie!

Jak opisać to co nie do opisania, po co opisywać skoro nic co napiszę, nie przygotuje was na to co spotka was w w tym niezwykłym kraju? 

Od czego mam zacząć odpowiadanie tej historii? Może od porannej wizyty w przyklasztornej szkole, od lekcji angielskiego udzielonej dzieciakom z okolicznych wsi? Nie, to zasługuje na osobny tekst. Może wiec od zakupów w birmańskim supermarkecie gdzie biegało za mną pięć urodziwych hostess, które zabiegały się tak bardzo ze wybiegły za mną za sklepu i machały na pożegnanie gdy odjeżdżałem w dal na swoim wysłużonym skuterze? A może od razu przejść do relacji z trasy, do opisu widoku jaki rozciąga się na równinę wokół Mandalay ze wzgórz po wschodniej stronie miasta,  krętych, stromych dróg, ogromnych drzewa bananowych i wysokich na kilka pięter palm arekowych?

Watermelon field

Czemu poświecić więcej miejsca – opisowi ciągnących się po horyzont pól arbuzowych czy urodzie dziewczyny ,od której kupiłem po drodze butelkę benzyny?  A może szklance mlecznej herbaty od Nepalczyków we wsi o dźwięcznej nazwie Bombaj ? Ale właściwie czemu miałbym wyróżnić właśnie tę szklankę skoro było ich tego dnia kilkanaście a każda równie słodka i podana z równie serdecznym uśmiechem?

Indian tea and sweets

 

Kto bardziej zasłużył na obecność w tym tekście – Pakistańczyk , który pomagał mi w miejscowości Pyin U Lwin znaleźć warsztat, w którym mógłbym wymienić zepsuty akumulator w skuterze czy Hindus, który na drzwiach swojego hotelu umieścił napis „feel your dreams come true” choć pokoje przywodziły raczej na myśl sceny z sennych koszmarów. Wielobarwne konne bryczki toczące się po skapanych w słońcu uliczkach miasteczka czy chłopcy posuwający się powoli poboczem drogi na przysadzistych bawołach.

Golden Dream Guesthouse

A może od razu przejść do chwili, gdy  110 centymetrowy silnik naszego skutera odmówił dalszego dźwigania pod górę dwóch osób i sporego plecaka, zakaszlał i zgasł? Do desperackich prób ponownego uruchomienia pojazdu i perspektywy spędzania nocy na poboczu drogi w górach regionu Shan? Może opowiedzieć wam jak trzech podpitych wieśniaków próbowało zreperować sprzęt przy pomocy miski z wodą i śrubokrętu a poległszy wtargali go na pakę swojego pojazdu przypominającego skrzyżowanie traktora z furgonetką i w mroku zawieźli nas do oddalonej o godzinne drogi wsi?

Gokteik Viaduct

Na osobny akapit zasługuje tez przecież Jasmine, bez której nie mielibyśmy szans ujechać tak daleko.  To przecież tylko dzięki jej znajomości Hindi udało nam się znaleźć przyjaźnie nastawiona hinduska rodzinę, która w środku nocy pomogła nam zorganizować mechanika. To ona prowadziła z panem domu ożywiona rozmowę gdy ja na zmianę zerkałem na telewizyjne relacje z trzęsienia ziemi w Indonezji i portret Aung San Suu Kyi na ścianie. To ona tłumaczyła mi jak nazywają się i jak powstają smakołyki, którymi nas tego dnia częstowano i nie pozwalała mi zasnąć gdy dwunastą godzinę  z rzędu prowadziłem skuter po zakrętach.

Burma motorbike

Czym zakończyć? Ostatnią godziną jazdy przez birmańska noc ku miejscowości Kyaukme? Rzutem oka na najbardziej rozgwieżdżone niebo jakie widziałem w życiu? A może kolacja w barze u trzech nepalskich sióstr, gorącym chappati prosto z blachy pochłoniętym w lokalnych tutejszych rikszarzy?

Nepali man in Burma

Po co, skoro to wszystko za mało, skoro nic co napisze nie jest w stanie oddać niezwykłości  tego jednego dnia? Po co, skoro choć przed przyjazdem tutaj czytałem na temat tego kraju wszystko co popadnie a  i tak nic nie było mnie w stanie przygotować na to co tu zastałem? Może odpuszczę dalsze pisane, może lepiej zabiorę się za planowanie powrotnej drogi do Mandalay. Tym bardziej ze podróż w tamta stronę może okazać się znacznie dłuższa. Przecież  teraz w  co drugiej tutejszej wsi mamy znajomych czekających na nas ze szklanką gorącej herbaty.

Wybierasz się do Birmy? Tu znajdziesz najlepsze hotele w okazyjnych cenach a jeśli dokonasz rezerwaji, ja dostanę prowizję. Win win!

Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. Od 2011 roku mieszkam w Bangkoku, jeszcze dłużej - podróżuję po Azji. Moje materiały publikował między innymi magazyn Men's Health, CNN, Gazeta Prawna, liczne portale podróżnicze i lifestylowe. Masz pytania? Propozycje? Pisz! kontakt@skokwbokblog.com ENGLISH: I'm a freelance journalist, travel writer and photographer. I live in Bangkok, Thailand. I've published in Men's Health, CNN and numerous travel and lifestyle media. Feel free to contact me - kontakt@skokwbokblog.com

18 komentarzy
  1. Ja poproszę po kolei. Wszystko wydaje się interesujące.
    A zwłaszcza historie “z życia wzięte”….
    Pozdrawiam 🙂
    Tom-gdynia

  2. Zrobiles wielkie postepy.Teraz bardzo dobrze sie ciebie czyta.Gratulacje i wielkie dzieki.Czekam na wiecej.

  3. Też planuję Birmę odkąd zobaczyłem reklamujące prospekty nieznanego mi państwa Myanmar na targach ITB w Berlinie:)tak jak mówisz ,trzeba się pospieszyć.Podobnie uwazałem z Kubą,póki Fidel zyje

  4. Łezka w oku się kręci i bardzo dobrze rozumiem co czujesz… Podziwiam, że tyle ujechaliście motorem!

  5. A może do odkrycia tej niezwykłości potrzeba, żeby się zepsuł skuter – wtedy człowiek spontanicznie wychodzi z roli turysty, zaczyna działać jak normalny człowiek i o wiele więcej widzieć. Super wpis!

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się