Europa, Polska

W Polsce po latach

Wyjazd do Polski po czterech latach spędzonych w Tajlandii to nie zwykły powrót, to prawdziwie egzotyczna podróż. Oto co nam się najbardziej w tej podróży podobało i co zapadło nam w pamięć.

W Europie spędziliśmy całą trójką (Ja, Jasmine i Hana), nieco ponad 3 tygodnie, głównie we Wrocławiu, choć zrobiliśmy sobie też krótki wypad do Paryża i Pragi, oraz do Krakowa i Jeleniej Góry. Poniżej trochę wrażeń, ich kolejność nie ma większego znaczenia.

Dom i przyjaciele – Wiadomo, po to własne pojechaliśmy do Polski, żeby spotkać się z rodziną i przyjaciółmi. Gdyby nie bezustanne namowy moich rodziców pewnie obralibyśmy jakiś inny kierunek – Filipiny? Malezja? Laos? Sporo mamy jeszcze w Azji do zobaczenia. Ale tym razem padło na zachód. No i dobrze, że padło. Wspaniale było posiedzieć na sofie w salonie, napić się herbaty z cytryną przy kominku, poczuć się jak w domu. Wspaniale było też spotkać się z tłumem znajomych – próba upchnięcia ich wszystkich w tych trzech i pół tygodniach w Europie okazała się sporym wyzwaniem, ale prawie się udało.

Hana na spacerze z babcią i dziadkiem

Hana na pierwszym w Polsce  spacerze z babcią i dziadkiem

Jedzenie – Do Polski przywiozłem 95 kg obywatela. Do Tajlandii wróciło 100kg emigranta. Nic dziwnego, pobyt w Polsce oraz podróż do Paryża i Pragi można z powodzeniem zamknąć w jednym słowem – wyżerka! Swojski salceson, rosół u cioci w Jeleniej Górze, łazanki u drugiej cioci w Jeleniej Górze, domowe placki po węgiersku, pierwsze przydrożne polskie truskawki, golonka z piwem w praskiej knajpie, bagietki i kebab zajadany w paryskich parkach…nie wspominając o tych wszystkich przekąskach i zakąskach, kabanosach, serach, szynkach, pasztetach i smalcach, które wypełniły przestrzeń między posiłkami…. Nie dam rady wymieniać dalej bo skręcam się z głodu i tęsknoty za tymi frykasami, tym bardziej, że od powrotu siłą rzeczy jestem na diecie.

B612-2015-04-08-11-46-16

No to gdzie jest najlepsze jedzenie na świecie?

Krajobrazy: Polska oglądana z perspektywy podwrocławskiej wsi wydała nam się szalenie płaska a jej przestrzeń niczym nieograniczona, ciągnąca się po horyzont. Jej kolory zdawały się moim oczom nieco przytłumione; zielenie, brązy i żółcie łagodniejsze, bardziej pastelowe niż barwy, którymi na co dzień razi nas po oczach Tajlandia. Ta przestrzeń, te barwy, te wsie i miasta, to wszystko razem wydało nam się szalenie piękne. Czy umiecie do dostrzec mając to na co dzień?

B612-2015-04-09-11-06-16

Polska Sakura

Piwo: Kiedy wyjeżdżałem z Polski parę lat temu, w sklepie można było kupić może 5 różnych piw, z których każde smakowało tak samo. 4 lata później mógłbym pić inne piwo każdego dnia naszego pobytu w kraju i każde miałoby swoją markę, historię i wyjątkowy smak. To fantastyczne. Tak jak fantastyczny jest Polski cydr. Chyba pierwszy raz w życiu bardziej smakowało mi piwo w Polsce, niż w Czechach. Zaś piwo tajskie na tym tle to zwyczajne siki.

B612-2015-04-29-18-13-03

Być może najlepszy polski towar eksportowy, nasze piwo jest genialne!

Hamburgery – Nie wiem jak reszta kraju, ale Wrocław oszalał na punkcie hamburgerów. Jeszcze parę lat temu w środku nocy, w drodze do domu z imprezy, szło się do budki na kebab lub do knajpy typu przekąski zakąski na wódkę i tatara, dziś nieodłącznym elementem wrocławskiej imprezy jest wizyta w jednym z licznych hipsterskich barów, serwujących bułę z kotletem. Wolę chyba jednak szybkie tajskie kluski.

B612-2015-04-12-15-54-38

Wolę rosół od burgera

Muzyka – Muzyka nadawana przez polskie stacje radiowe wydała mi się szalenie smętna, wręcz depresyjna. „Siedzę sam w domu, jest mi smutno, nikt mnie nie kocha” po krótce opisuje generalny klimat ścieżki dźwiękowej jaką raczyło mnie radio w samochodzie, którym kursowałem po Wrocławiu i okolicach. Nie chcę przez to powiedzieć, że w Tajlandii jest lepiej, folkowa łupanina z Isaan i miałkie bangkockie pop hity, które katuje tutejsze radio sprawiają, że radia nie słucham wcale…ale z dwojga złego wolę już chyba te wesołe piosenki, których teksów nie rozumiem niż to polskie smęcenie przerywane najnowszymi doniesieniami ze Smoleńska.

Czas – Późno zachodzące polskie słońce kompletnie nas dezorientowało. Nie chodzi tu o jet lag – ten jest znacznie bardziej dotkliwy przy podróży na wschód – a o różnicę w długości dnia między Polską a Tajlandią. W tej ostatniej słońce przez cały roku zachodzi mniej więcej o 6:30 i robi to momentalnie, jakby ktoś nagle zgasił światło w pokoju. W Polsce mamy zmierzch i ten zmierzch trwa i trwa, oddzielając dzień od nocy szeroką fosą. Noc zaś przychodzi, przynamniej wiosną i latem, bardzo późno. Robiło to na nas spore wrażenie. Każdego dnia nie mogliśmy się nadziwić, że choć wybiła już ósma wieczorem, za oknem wciąż jest jasno. Trochę wam zazdroszczę tych długich letnich wieczorów…ale odegram się zimą, serwując wam upalne zdjęcia pełne palm, pisaku i słońca na skokowym facebooku.

B612-2015-04-26-19-44-34

Zachody słońca w Tajlandii są piękne i krótkie. Zachody słońca w Polsce są piękne….

Ceny – Polska wydała nam się szalenie…tania! Tak jest, tania. Zakupy w supermarkecie, wizyta w kawiarni, wypad na pizzę, wszystko to kosztowało nas zdecydowanie mniej niż podobne przyjemności w Tajlandii. Po droższym namyślę dochodzę do wniosku, że to wrażenie wzięło się z tego, że w Polsce jedliśmy to co lokalne a zatem tańsze. Te same produkty w Tajlandii – ser, czekolada, wędliny, pieczywo, wino – są przeważnie importowane a zatem drogie. Pewnie gdybym chciał we Wrocławiu jeść codziennie zupę Tom Yum z krewetkami, czym prędzej poszedłbym z torbami.

Truskawki w Polsce a truskawki w Tajlandii to niebo a ziemia. Te pierwsze są tanie i pyszne, te drugie...szkoda gadać

Truskawki w Polsce a truskawki w Tajlandii to niebo a ziemia. Te pierwsze są tanie i pyszne, te drugie…szkoda gadać

Słodycze – W Polsce są najlepsze słodycze na świecie, koniec kropka. W dodatku są wszędzie i są śmiesznie tanie! Cukiernie, ciastkarnie, lodziarnie są na każdym rogu; rurki z kremem, kremówki, michałki, kasztanki, krówki – zawsze na wciągnięcie ręki. Gdyby nie fakt, że stęskniłem się za pierogami z mięsem i polskimi podrobami, mógłbym przez cały wyjazd żywić się jedynie czekoladą i wróciłbym do Tajlandii szczęśliwy i pewnie jeszcze cięższy. Po miesiącu spędzonym w świecie wybornej czekolady po 3 zł za tabliczkę i rozkosznych lodów po 3 zł za gałkę, tajskie desery z tartego lodu z syropem, kukurydzą i czerwoną fasolą to jakiś niesmaczny żart.

B612-2015-04-09-16-13-55

Z wizytą w legendarnej wrocławskiej Witamince

Moda – Na ulicach Wrocławiu czułem się jak wiejski parobek, którego ktoś wypchnął na modowy wybieg. Po miesiącu czucia się jak niechluj w spodniach z dna szafy i wiekowym swetrze, pośród ludzi odzianych od stóp do głów w markowe ciuchy z butików, z rozkoszą wróciłem do Phukeckiej odzieży roboczej, to znaczy szortów i T-shirtu. Zaś zamieniając pełne obuwie na japonki, czułem się jakbym zdejmował buty narciarskie po długim dniu na stoku. Co za ulga!

B612-2015-04-08-01-12-38

Hana z dziadkiem na lotnisku, gotowa na pierwsze spotkanie z zimą

Język Polski i Polacy – Przez pierwszych kilka dni z Polsce czułem się wręcz oszołomiony faktem, że rozumiem wszystkich dookoła. W Tajlandii od otaczającego mnie tłumu odgradza mnie bariera języka i jestem sam na sam ze swoimi myślami, w Polsce do moich uszu docierał nieustanny harmider, skrawki rozmów, wyrwane z kontekstu słowa. To poczucie dezorientacji i zagubienia w tłumie pogłębiał jeszcze fakt, że wszyscy wokół mnie byli…biali. Spieszę z wyjaśnieniami. Mam wrażenie, że gdy w Tajlandii, w tłumie Azjatów, spotka się dwóch obcokrajowców nie-azjatów, zawiązuje się między nimi niewidzialna nić porozumienia, jakiś wspólny mianownik, trudne do wyjaśnienia połączenie. Gdy w Tajlandii napotykam wzrokiem na parę zachodnich oczu, odruchowo wymieniamy coś na kształt porozumiewawczego spojrzenia, wzrokowego powitania. W Polsce przez kilka dni temu odruchowo napotykałem wzrok co drugiego przechodnia i co drugiego przechodnia obdarowywałem porozumiewawczym uśmiechem. Fakt, że to robiłem był dla nich pewnie równie zaskakujący jak dla mnie to, że nie otrzymywałem w odpowiedzi podobnej reakcji.

B612-2015-04-19-18-57-17

Rozumieć wszytko co widać i słychać dookoła, nie zawsze jest fajnie

Wiosna – Polska wiosna to rozkosz i koszmar w jednym. W Tajlandii wiosny nie ma. W Tajlandii prawie nie ma pór roku. Jest po prostu ciągle gorąco, czasem bardziej, czasem mniej, czasem popada, czasem nie ale temperatura raczej nie spada poniżej 30 stopni. Poczucie ulgi po długiej zimie jakie jest Tajom obce. Podczas naszej wizyty mieliśmy okazję zaznać tej ulgi gdyż pierwsze dni kwietnia kiedy wylądowaliśmy w Europie były jeszcze bardzo chłodne (Hana miała nawet okazję pohasać w śniegu), a obserwowanie coraz bardziej zieleniących się drzew, okrywających się  żółcią pól rzepaku i krzaków forsycji, kwitnących jabłoni, drzew wiśni i magnolii było dla nas prawdziwą rozkoszą. Z wiosną przeszło jednak również coś, za czym w Tajlandii nie tęsknię wcale – alergia. Właściwie cały pobyt w Polsce przekichałem i przekaszlałem, katar i kaszel zniknęły gdy tylko wróciłem na Phuket.

Hana pierwszy raz na śniegu

Hana pierwszy raz na śniegu

Standard

29 thoughts on “W Polsce po latach

  1. michal says:

    Fajny tekst, tylko malo – malo porownan. Niepotrzebnie rowniez wspominales o smolensku. Smolensk jest sprawa ktora trzeba wyjasnic, to panstwo oblazl rak.

      • Myślący says:

        Drwinę ze Smoleńska? Wasze komentarze świadczą o tym o czym pisze autor. O skupianiu się na utarczkach i szukaniu winnych, o jadzie, złości. To ta żółć jest rakiem Polaków, a nie chęć zapomnienia o WYPADKU lotniczym.

        Ech, po co ja to piszę. Zaraz pewnie i tak poleci wiadro pomyj na moją głowę i te moje ulubione „izmy” – michnikowszczyzna, tymińszczyzna, bolszewizm i co już jest przezabawne – liberalizm. To jest ta smutna twarz, o której pisze autor. Ale to chyba i tak wina Tuska, no bo kogo innego.

        Pozdrawiam serdecznie autora i życzę mu duuużo uśmiechu!

    • Lech says:

      Nawet uważam, że powinieneś za tę idiotyczną uwagę o Smoleńsku zwyczajnie przeprosić, mnie odechciewa się czytać dalej wpisów na Twoim blogu. Nie tłumaczy sprawy znaczna odległość od kraju, bo przecież codziennie nie ogłądasz tvn-u będąc w Phuket. Ja też mieszkam mieszkam w Tajlandii.

      • Niedoczekanie. Nie przepraszam i podtrzymuję wypowiedź. Pomysł, że mój tekst jest obraźliwy lub że jest drwiną, to kompletna paranoja. Widać nie wolno już nawet mieć po dziurki w nosienosie medialnej paplaniny o Smoleńsku? Żegnam.

          • ZIOM says:

            Lechu mieszkasz w Taj, a zajmujesz się obrażaniem innych w pisaniu? Że ten kraj jeszcze czegoś nie nauczył?

    • Maciek says:

      Próbowałem nawet w czasie naszej podróży notować jej złote myśli („Wrocławski dworzec główny jest jak Taj Mahal „) ale po pewnym czasie opuściłem. Teraz juz chyba za późno na gorące wrażenia.

    • Agata says:

      Też jestem ciekawa jak to widziała Jasmine. Co ją zaskoczyło, co było nieoczywiste. Super, że dobrze się bawiliście na wakacjach 🙂

    • Maciek says:

      Jedno jest pewne, Polska jest genialnym miejscem na wakacje. Chyba nie chciałbym juz tam mieszkać, ale częściej przyjeżdżać w odwiedziny, bardzo chętnie.

  2. Maa says:

    Czytam tego bloga od dawna. W Bangkoku mieszkałem tylko 6 miesięcy i nie rozumiem jak można tęsknić do polskiego żarcia. No i dlaczego nadal nie znasz tajskiego?? Tajowie są naprawde mili, a szczególnie ci którzy się ciągle nie uśmiechają. Mam ich numery telefonów do dziś.
    Czekam na kolejne wpisy…

  3. Maa says:

    Czytam tego bloga od dawna. W Bangkoku mieszkałem tylko 6 miesięcy i nie rozumiem jak można tęsknić do polskiego żarcia. No i dlaczego nadal nie znasz tajskiego?? Tajowie są naprawde mili, a szczególnie ci którzy się ciągle nie uśmiechają. Mam ich numery telefonów do dziś.
    Kolejne wpisy na blogu mile widziane.

  4. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam ten post, między innymi dlatego, że niebawem i mnie najda refleksje emigrantki, która po 4 latach odwiedza Polske 😉

  5. Kamila says:

    Mieszkam w Tajlandii od 7 lat, co roku jeżdzę do Polski, i mam dokładnie te same spostrzeżenia. Jestem wręcz zaskoczona, że na pewne sprawy wiele osób może mieć tak podobne spojrzenie. Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta. Mogłoby być tylko dłużej 😉

  6. iza says:

    Piekne!! Swietnie napisane – krotko i na temat. Mam tak samo, raz do roku! Powinni to czytac przedewszystkim Ci, ktorzy mieszkaja w PL.

  7. Bardzo ciekawy wpis. Mi po 3 miesiącach w Ameryce Środkowej było się ciężko przestawić. Głównie dała o sobie znać zmiana klimatu.
    Na początku 2016 roku planuję właśnie lecieć do Tajlandii, więc bardzo pomocny blog:-)

  8. Jedno jest pewne – juz za dlugo mnie nie bylo w Polsce! Jak nie pojade w te wakacje to jajko zniose!!! 🙂
    Wyglada super! Zwlaszcza wiosna/lato w PL sa super!
    oh & btw, Hana jest przesliczna!

  9. Bardzo ciekawy wpis. Po 2 miesiącach w Taj już doskonale rozumiem o co Ci chodzi. Najbardziej się śmiałam z Mody… Pewnie jak wrócimy (jeśli kiedyś) to też będziemy się tak czuć 🙂

  10. Interesujące porównania, można sobie uzmysłowić jak mało czasami doceniamy to, co mamy na co dzień. Mieszkając w Polsce z roku na rok coraz mniej lubię zimę, wystarczyłoby mi kilka mroźnych i śnieżnych dni na święta. Ciekawe czy po kilku latach w Tajlandii zmieniłbym zdanie. A gorący rosół z makaronem mógłbym jeść nawet w tropikach.

  11. Pingback: Zarkając przez ramię - Skok w Bok Blog

  12. Pingback: Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii? - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *