Thai School
Praca, Tajlandia

Żegnaj szkoło

Mijają właśnie 3 miesiące od kiedy rozstałem się z tajską szkołą. Oto dlaczego, przynajmniej na razie, nie chcę tam wracać.

Żeby się nie rozpisywać – z tą klasą od początku były problemy. Z moimi pozostałymi 450-oma uczniami radziłem sobie jako tako. Zdarzało się nam nawet dobrze wspólnie bawić w czasie lekcji. Jednak z zajęć z klasą M4D zawsze wychodziłem wściekły. Próbowałem z nimi na ostro, próbowałem po dobroci, przez gry i zabawy. Na nic – 1/3 klasy zawsze spóźniona, ¼ nieobecna, pozostali uczniowie kompletnie mnie olewający, bez zeszytów, siedzący przeważnie tyłem do tablicy.

Postawiony pod ścianą bezsilności poszedłem na skargę. Jedną, drugą, trzecią….nic. Żadnej reakcji. Moja szefowa kiwała głową, mówiła że tak, tak, trzeba coś z tym zrobić…i na tym się kończyło. Nie wiem co sprawiło, że przy może piątej czy szóstej skardze reakcja nastąpiła. Wiem zaś, że gdy do niej doszło, żałowałem srodze, że w ogóle przyszło mi do głowy się skarżyć. Zresztą zerknijcie na film.

Wierzcie mi – nie znoszę tych dzieciaków. Większość klasy M4D to wredne, bezczelne pyskate bachory nie zasługujące na uwagę i troskę nauczyciela. Ale gdy patrzyłem na łzy w ich oczach gdy kij z hukiem lądował na ich pośladkach, sam miałem łzy w oczach.

To co się wtedy wydarzyło kompletnie zmieniło moje podejście do pracy w tajskiej szkole. Od tej chwili…odpuściłem. Niech się spóźniają, niech nie przychodzą na zajęcia, niech mnie olewają – wszystko mi jedno – ręki do dyscypliny egzekwowanej bambusowym patykiem przykładać nie chciałem. Myślę, że to właśnie  wtedy ostatecznie zgasła we mnie ostatnia iskierka idealizmu z jakim wielu młodych ludzi zaczyna karierę nauczyciela.

Proces tego gaśnięcia był rzecz jasna dłuższy. Przez całe miesiące obserwowałem absurdy tajskiej szkoły, jej fałsz, nieefektywności, ogłupiające działanie. Szkoły, w której nagradza się miernotę i wtórności, w której większą wagę przykłada się do porannych apeli przy hymnie, do długości włosów uczniów i do dni sportu i nauczyciela niż do wyników w nauce, samodzielnego myślenia, sumienności. Szkole, w której produkuje się tony papierów, które zalegają później w szafach, w której nie oblewa się uczniów bo nie narazić ich na śmieszności, w której nauczycieli z zachodu traktuje się jak zło konieczne, popychadła, białą twarz potrzebą do upiększenia oficjalnych uroczystości i zdjęć w oficjalnych szkolnych wydawnictwach. Z każdym dniem, tygodniem i miesiącem czułem się w tym bagienku gorzej, wierciłem się w miejscu, frustracja narastała.

Nie zrozumcie mnie źle – praca w Tajskiej szkole ma też ogromne zalety. Jest banalnie prosta, niewymagająca i niestresująca. Zaczyna się o wyznaczonej godzinie i o wyznaczonej godzinie się kończy i nie rzuca cienia na czas wolny. A czasu wolnego daje sporo. Jak podliczyć wszystkie wakacje i zsumować je z tajskimi świętami okazuje się, że człowiek w pracy spędza może połowę roku. Przez długi czas udawało mi się tym cieszyć. Życie po linii najmniejszego oporu potrafi być przyjemne – wystarczy wyłączyć ambicję, zrelaksować się i cieszyć się słońcem. Ale nawet słodkie lenistwo może się człowiekowi przejeść…przynajmniej na jakiś czas.

Dlatego na razie nie tęsknię za tajską szkołą. Dlatego od jutra idę do zupełnie nowej, niezwiązanej z tajskim systemem edukacji pracy. Pracy o wiele bardziej wymagającej, pracy w dłuższych godzinach i z mniejszą liczbą dni wolny…ale być może pracy, która da mi jakąś satysfakcję. O tym przekonamy się w nadchodzących miesiącach. A gdyby coś poszło nie tak, zawsze mogę wrócić na wieczne wakacje w tajskiej szkole.

Do jakiej nowej pracy idę przeczytacie być może już jutro. Gdzie? Na Skok w Bok Blog rzecz jasna!

Standard

32 thoughts on “Żegnaj szkoło

  1. Sara Michajłow Vel Nieścioruk says:

    Nie obawiasz sie, ze twoja corcia bedzie ksztalcic sie w takim systemie? ze w koncu bedzie szla do przedszkola, szkole itd?

    • Bardzo się obawiam. Nawet kiedyś pisałem, że jeśli wyprowadzę się z Tajlandii to możliwe, że z tego właśnie powodu. Na szczęście są też prywatne szkoły na podobno lepszym poziomie. A Hana prawdopodobnie pójdzie do żłobka…w którym pracuje Jasmine. Będzie więc w dobrych rękach 🙂

  2. Michał says:

    Maćku, fragment: „Przez całe mie­siące obser­wo­wa­łem absurdy taj­skiej szkoły, jej
    fałsz, nie­efek­tyw­no­ści, ogłu­pia­jące dzia­ła­nie. Szkoły, w któ­rej
    nagra­dza się mier­notę i wtór­no­ści […] i do dni sportu i nauczy­ciela niż do wyni­ków w nauce,
    samo­dziel­nego myśle­nia, sumien­no­ści. Szkole, w któ­rej pro­du­kuje
    się tony papie­rów, które zale­gają póź­niej w sza­fach…” opisuje to samo co dzieje się w polskich szkołach. Od kilku lat obserwuję to samo tutaj w Polsce i mimo szczerych chęci samych nauczycieli większych zmian oddolnie nie uda się wprowadzić.
    Powodzenia!

  3. boszzzz… ale powiedz Maciek, czy wg Ciebie takie lanie po tyłku w ogóle coś daje??? czy uczniowie są bardziej posłuszni, grzeczni?
    zdaje się, że ci uczniowie to już nie są 10-latki, na które klaps może i działa…
    oj…nie jest łatwo być nauczycielem…
    mamy nadzieję, że nowa roba przyniesie Ci więcej spełnienia i szczęścia.
    pozdr

  4. boszzzz… ale powiedz Maciek, czy wg Ciebie takie lanie po tyłku w ogóle coś daje??? czy uczniowie są bardziej posłuszni, grzeczni?
    zdaje się, że ci uczniowie to już nie są 10-latki, na które klaps może i działa…
    oj…nie jest łatwo być nauczycielem…
    mamy nadzieję, że nowa roba przyniesie Ci więcej spełnienia i szczęścia.
    pozdr

    • Pewnie, że nic nie daje. Dzieciaki były grzeczne (stłamszone) do końca lekcji. Tydzień później było tak samo jak przed laniem z tą różnicą, że przestały mi mówić dzień dobry na korytarzu. Z bicia dzieci nie wynika nic dobrego.

  5. seba says:

    niestety nie różńi się to niczym od polskich realiów no może poza bambusowym kijkiem. notabene kijek którego brak no i w polsce nauczyciel zarabia groszze

  6. Delectus says:

    Chciałem już rzucać wszystko w diabły, jechać do UK, zrobić TEFL i pójść trochę po Twoich śladach…

    Teraz to a i czytałem wywiad z Konradem…

    Jak żyć Maćku??
    Pozdrawiam 😉

  7. Radek Szczepański says:

    Za totalne olewanie nauczyciela należy się 100 lat w kamieniołomach,
    także zero stresu Maćku- zasłużyli to mają:)

    pozdr

  8. Mnie ten filmik bardziej śmieszy niż szokuje. Nie widzę, żeby płakali ani okazywali jakiejś skruchy. Raczej traktują to jak normalność. I jeszcze składają ręce dziękując za lanie…

  9. wilma kakao says:

    bro, po prostu praca w szkole nie jest dla ciebie, wiadomo ze sa szkoly i szkoly, ale nawet w tym kraju (hahhaa) znajda sie nienajgorsze. ja tam nie mam powodu do narzekania i dobrze o tym wiesz!

    • Sure – nawet piszę powyżej, że praca w szkole może dawać radę. Nie skreślam wcale tego sposobu na życie w Tajlandii. Po prostu robię sobie od szkoły przerwę i zobaczymy co z tego wyniknie. Inna sprawa, że trzeba mieć wyjątkową cierpliwości, żeby sobie radzić z tym cały bajzlem w tajskich szkołach…wkrótce przekonam się, czy tylko w szkołach.

  10. konzi says:

    Ja ostatnio miałem problem z jedną klasą. Nic nie skutkowało więc nawrzeszczałem na nich. Uspokoili się na 10 sek i znów harmider, więc wrzeszczałem jeszcze raz i jeszcze raz. Tydzień później już się sami uciszali, więc póki co efekty są 🙂 Jest to jednak tylko jedna taka klasa z 11, które uczę. Współczuję Ci, Maciek. Nie chciałbym być na Twoim miejscu. Stać tam i oglądać ten spektakl.

    • Pamietam jak czytałem u Ciebie, że nie wpuszczasz spóźnialskich, że przepytujesz ich w drzwiach itd. Ale przy 20 osobach spóźnionych to traci sens bo marnuje się prawie cała lekcja. Zresztą dzieciaki nic sobie nie robią z nieobecności itp bo nie grożą im żadne konsekwencje. Lanie? Lanie niczego ich nie nauczy. Pozdr!

  11. Agnieszka says:

    Tak, jak już ktoś wcześniej napisał – to samo (poza kijem) jest w polskiej szkole – tony papierów wypełnianych tylko po to, żeby coś wypełnić, bo trzeba; przepuszczanie uczniów na siłę z klasy do klasy, co skutkuje tak naprawdę demoralizowaniem ich (pokazuje, że obojętnie co uczeń z siebie da, to dopa dostanie, bo to nauczyciel musi się tłumaczyć z jedynek); naciski na nauczycieli, żeby nie stawiali jedynek tylko oceny pozytywne (nawet, jeżeli uczeń przez cały rok robił okrągłe ZERO i pisze np. „śniek” zamiast „śnieg” – w gimnazjum!); za sfałszowanie ocen w dzienniku przez ucznia, pobicie kolegi tak, że trafił do szpitala, czy zdewastowanie szkolnej toalety – tylko pogadanka u dyrektora, czyli tak naprawdę NIC itp. Dużo by pisać. Heh … uczę w polskim gimnazjum …

    Życzę powodzenia w nowej pracy! Też mam momenty zwątpienia, kiedy chciałabym to rzucić, chociaż w sumie bardzo lubię uczyć, jednak absurd polskiej szkoły mnie chyba powoli pokonuje. No ale teraz zaczynają się wakacje, czyli duuużo czasu na podróżowanie – to niesamowita i bezsporna zaleta tej pracy;)

  12. Olaf Maciejewski says:

    A ja pracuję prawie 2 miesiące w wielkiej państwowej szkole w Tajlandii i nie wyobrażam sobie lepszej roboty. Oczywiście że jest wiele wad, ale jest to zdecydowanie najciekawsza praca jaką miałem a niejedno w życiu robiłem 🙂 Niektórzy studenci są nieznośni,większość jednak to ciekawe osoby, a krzywda największa dzieje się nie tym niegrzecznym,którzy są bici kijkiem po tyłku, tylko tym sumiennym, którzy cały weekend spędzają na robieniu pracy domowej.

  13. Kleopatra 8787 says:

    Maciek jesteś miłym nauczycielem,z tego co opisujesz dzieci tajlandzkie nie są nauczone szacunku do wykładowcy,mysle ze na początku zwracałeś im uwagi ale jak nie chciały słuchac to zgłosiłeś dyraktorce a ona postanowiła zastosować kare cielesną.To przykre,ale nie miałeś innego wyjścia.Dobrze,że zmieniłeś szkołe. (*~*)

  14. Te „klapsy” wyglądają raczej na symboliczne niż na przemoc w szkole, więc chyba bym z ich powodu nie rozpaczał. Nawet przypomniała mi się sympatyczna nauczycielka starej daty z mojego liceum, która nie bała się przywalić linijką „po łapkach” komuś, kto nie uważał. 🙂

    Ale coś innego mi przychodzi do głowy. Wydaje mi się, że taka tajska szkoła powinna – patrząc przez pryzmat twoich opisów – kłaść nacisk na przyswajanie umiejętności czysto praktycznych, bo wiedza ogólna raczej nie ma co liczyć na zainteresowanie. Matematyka do prowadzenia sklepu, język ojczysty do załatwiania spraw urzędowych, język angielski jako wzbogacenie dzieciaków pod kątem możliwości znalezienia lepszej (lepiej płatnej pracy) itd.

    Czy zatem taki bardzo przyziemne argumenty, typu „uczcie się języka, to będziecie mogli więcej zarabiać, np. z turystami tłumnie odwiedzającymi Bangkok i będziecie mieć pieniądze na te wszystkie przyjemności i rzeczy, które byście chcieli mieć” kompletnie na nich nie działają?

    Czy może tego nie próbowałeś, bo wydawało się to zbyt „niemoralne”, a może raczej „nieodpowiednie”?

  15. Adrian says:

    Studiowałem w TH w 2006-2007 roku, pamiętam jacy byli studenci więc nie dziwi mnie specjalnie zachowanie Twoich uczniów. Co do metod wychowawczych, jakiej innej reakcji spodziewałeś się z ramienia szkoły? W sumie, dobrze wiedzieć, że w TH wszystko po staremu:)

  16. Ewa says:

    Mierzę się z systemem od 3 miesięcy. Na początku było różowo, wszyscy kłaniali się i uśmiechali, także czułam się jakby rzeczywiście moja praca była coś warta. Po jakimś czasie uczniowie zaczęli się skarżyć, że zadaję pracę domową, a nauczyciele brać stronę uczniów. No dobrze, a więc zero pracy domowej, postaram się ogarnąć materiał podczas lekcji. A tu zabierają mi około 30% czasu nauczania, na wszystkie tajskie tańce, dni nauczyciela, dzień tego i owego. Praktycznie wszystko jest ważniejsze, niż lekcje, a już najmniej ważne są lekcje z obcokrajowcem… Niezły cyrk był z „midterm test”, po którym uczniów, którzy nie zdali i tak trzeba przepuścić, i nikt nie troszczy się, czy mają jakąkolwiek wiedzę. Test z angielskiego przygotowany przez moją tajską „partnerkę” z którą wspólnie uczę moje klasy zawierał 20 błędów w 50ciu pytaniach, a na 2 z nich nie było poprawnej odpowiedzi. Odważyłam się zwrócić jej uwagę i poprosić, aby następnym razem skonsultowała ze mną test przed drukiem, dzięki czemu być może uczniowie nie będą się z nas śmiać za naszymi plecami. Chodziła naburmuszona przez 2 tygodnie. Najwyraźniej słuchanie uwag obcokrajowców to najgorsza z możliwych utrata twarzy.

    Cóż, po jakimś czasie wszystko to i tak olewam, z pracy wychodzę o 14.30 i przez resztę czasu doceniam swój prywatny tajski raj.

  17. Pingback: Nauczyciel kontra uczeń czyli porównanie szkoły polskiej i tajskiej. - blogerzy Ze SWIATA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *