Wat Pho Warning
Tajlandia

To nie jest kraj dla wszystkich ludzi

Słońce, woda, piasek, palmy. Normalnie raj na ziemi! Myślisz, że Tajlandia to miejsce da Ciebie?…Pomyśl jeszcze raz.

Tajlandia fajna jest – w odpowiednich okolicznościach potrafi być tania (można tu przeżyć dzień za 15 $…tylko co to za życie?) ma piękną pogodę (jeśli nie przeszkadza Ci upał) i sympatycznych mieszkańców (niektórych tylko z pozoru ale nie czepiajmy się). Ale jeśli myślisz, że to raj na ziemi, możliwe że padłeś ofiarą machiny propagandowej TAT (Touristm Authority of Thailand). Niestaty, mieszkający tu na stałe ekspaci często używają sloganu promującego kraj – „Amazing Thailand”, z dużą dozą ironii i przekąsu.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Tajlandia jest be i całkiem do bani! Nic z tych rzeczy i wręcz przeciwnie! Tajlandia fajna jest i to bardzo…ale nie dla wszystkich.

Tajlandia nie jest dla Ciebie jeśli:

Jesteś nerwowy

Jeżeli w sytuacjach stresowych reagujesz nerwowo, nie obce są Ci wybuchy złości, lubisz konfrontację, w Tajlandii może spotkać Cię sporo nieprzyjemności. Główną zasadą jaką kierują się w życiu Tajowie jest Jai Yen Yen – w wolnym tłumaczeniu –„Chłodne Serce”.  Tajowie unikają konfrontacji jak ognia, cenią spokojną, wyważoną postawę…do czasu. Gdy tama emocji nagle puści, gdy zostaną narażeni na publiczną śmieszność, postawieni pod ścianą, potrafią reagować  nerwowo, wręcz agresywnie. Fora internetowe pełne są opowieści o wytrąconych z równowagi Tajach chwytających za noże i broń palną. Aby do takich skrajnych sytuacji nie dopuścić zaleca się potakiwanie i łagodny uśmiech przyklejony do twarzy. Tym sposobem nie zawsze załatwisz, to na czym Ci zależy, nie zawsze osiągniesz zamierzony cel ale przynajmniej nie dopuścisz do podbramkowej sytuacji.

Niestety sytuacji, w których twój spokój i opanowanie będą wystawione na sprawdzian, będzie sporo. Od drobnostek takich, jak wiecznie pomieszane zamówienia w restauracjach, nie mający pojęcia o topografii miasta bangkoccy taksówkarze po poważniejsze starcia z tajską biurokracją, urzędem imigracyjnym itp. Za każdym razem staraj się ocenić sytuację, zastanów się dwa razy czy warto robić awanturę, czy może lepiej machnąć ręką i jak to Tajowie mają w zwyczaju  Tajowie, powiedzieć „Mai Pen Rai” – nie ma sprawy.

Jesteś niecierpliwy

To cecha bezpośrednią powiązana z tym co napisałem wyżej. Jeżeli jesteś w gorącej wodzie kąpany, nie znosisz zwłoki, wiecznie Ci się spieszy, twój pobyt w Tajlandii może być bardzo nerwowy a to może doprowadzić do nieprzyjemności. Tajom generalnie się nie spieszy a wskazania zegarka traktują z dużą dozą dowolności. I znowu – czy to czekając na miskę green curry w knajpie (nie zdziw się,  jeśli na stole wyląduje coś zupełnie innego, czego wcale nie zamawiałeś) czy stojąc w kolejce po przedłużenie wizy czy czekając w wyznaczonym miejscu o umówionej porze na mocno spóźnionego Taja – bez pokaźnej dawki cierpliwości się nie obędzie. Ma to też rzecz jasna dobre strony – być może jeśli to tobie zdarzy się spóźnić, wystarczy że machniesz ręką, powiesz że korek i mai pen lai…i po sprawie.

Jesteś szczery i bezpośredni

Tajlandia to kraj dla ludzi, którzy owianie w bawełnę i sztukę niedomówień, sugestii i kuluarowych szeptów opanowali do mistrzostwa. Posłużę się przekładem – przez dwa lata, które spędziłem pracując jako nauczyciel w Tajskim gimnazjum w Bangkoku nie raz zdążyło mi się spóźnić do pracy, nie oddać na czas jakichś papierów, zdyscyplinować ucznia w zbyt oryginalny sposób (moim szefom nie spodobała się na przykład galeria internetowa ze zdjęciami najbardziej leniwych i tępych uczniów zatytułowana „Wall of shame” – ściana wstydu). A jednak nigdy, ani jeden raz nie zostałem oficjalnie upomniany! Moi szefowie wciąż obdarowywali mnie szerokimi uśmiechami, poklepywali po plecach, chwalili. Skąd więc miałem wiedzieć, że coś robię nie tak? Z korytarza! To w kuluarach, słuchając plotek dowiadywałem się, że to mi wolno a tego nie, że ktoś zwrócił uwagę, że ostatnio jakby nieco później zjawiam się w klasie a ktoś inny narzekał, że jeszcze nie przygotowałem kart egzaminacyjnych. Nigdy nie dowiedziałem się kto narzeka, nigdy nie usłyszałem bezpośredniej reprymendy ale koniec końców wiedziałem, że coś komuś się nie podoba.

Przykład drugi – znowu ze szkoły. Jeden z nowo zatrudnionych w mojej byłej szkole nauczycieli nie chciał (lub nie wiedział że powinien) stosować się do standardów stroju nauczyciela w Tajlandii. Zamiast w koszuli od garnituru i spodniach w kancik przychodził do pracy w dżinsach i polo. I znowu – nikt nie śmiał powiedzieć mu wprost, że łamie szkolne zasady. Zamiast tego szefowa wydziału języków obcych zwołała zebranie wszystkich nauczycieli, na którym wyjaśniła nam jak powinien wyglądać strój pracownika tajskiej szkoły. Mniejsza z tym, że spośród kilkunastu zgromadzonych na sali osób tylko jedna nie nosiła przepisowego munduru – ważne, że udało się uniknąć konfrontacji.

Cenisz jakość

W Tajlandii rzeczywistość ma dwoistą naturę. Jest to co widać…oraz to co jest naprawdę. Najwyraźniej widać to chyba na przykładzie tajskiej budowlanki. Od kiedy przeprowadziłem się do Tajlandii mieszkałem już w co najmniej 6-u mieszkaniach. Na początku wszystkie (na prawie wszystkie) wyglądały świetnie – białe ściany, czyste podłogi, jasne łazienki. Z czasem jednak coś zaczynało się psuć. W mojej kawalerce w nowym, ekskluzywnym apartamentowcu z basenem na dachu po miesiącu zaczęła marszczyć się podłoga a odór z rur w łazience sprawiał, że sporą część mojego domowego budżetu pochłaniały odświeżacze powietrza. Kiedy w drugim eleganckim mieszkaniu zepsuła się klimatyzacja, naprawiało ją 4-ech tajów z czego 3-ech siedziało na podłodze a 4-ty dłubał w urządzeniu śrubokrętem. W moim obecnym domu wciąż zatyka się kanalizacja, odpadają kafelki w basenie, a że projekt nie przewidział okna w sypialni, w schowanej w rogu szafie zagnieździła się pleśń. Wystarczy uważnie się przyjrzeć a okazuje się, że drogi są krzywe, mury popękane, świeżo oddane do użytku obiekty trzeba zamykać ze względów bezpieczeństwa itd. itd. itd.

Na budowlance się jedna nie kończy. Po przeszło dwóch latach tutaj wobec wszystkich nowości w Tajlandii stosujemy z Jasmine zasadę ograniczonego zaufania. Nie ważne czy znajdziemy nową, fantastycznie wyglądającą knajpę czy dostaniemy ofertę nowej, fantastycznie zapowiadającej się pracy – za każdym razem powtarzamy sobie – spokojnie, bez nadmiernego entuzjazmu i hurraoptymizmu. To że dziś wygląda to tak pięknie, nie znaczy że jest takim w rzeczywistości. Przeważnie niestety mamy rację.

Cenisz logikę i jasne zasady

 Gdyby oceniać Tajlandię po grubości kodeksów i ksiąg z zasadami wyszłoby na to, że mamy do czynienia z jakimś totalitarnym reżimem, gdzie wszystko jest uregulowane, opisane w prawie. W praktyce jednak okazuje się, że od każdej reguły istnieje tu wyjątek. I tak – policjantom nie przeszkadza, że jeżdżę na motocyklu bez prawa jazdy i opłacanego podatku ale każą mi płacić mandaty za jazdę nie tym pasem co trzeba (jechać należy skrajnym lewym do czego nie stosuję się NIKT).  Zgodnie z prawem nie mogę kupić domu w Tajlandii ale wszystkie ogłoszenia w dziale nieruchomości są po angielsku a mrowie firm prawniczych specjalizuje się tylko i wyłącznie w obchodzeniu tych ograniczeń. Gdy ubiegamy się o przedłużenie wizy Jasmine ze względu na zagrożoną ciążę, lekarz w imigracyjnym mówi nam, że skoro nie możemy latać to mamy jechać autobusem do Laosu albo pociągiem do Kambodży. Wizę małżeńską trzeba odnawiać co roku prezentując przy tym w urzędzie fotografie rodzinne, zdjęcia sypialii itd.   2 lata pracuję legalnie jako nauczyciel angielskiego w Tajskiej szkole a w 3-cim roku muszę zdawać egzamin…z języka angielskiego. Mój dyplom uczelni wyższej, który posłużył mi do otrzymania wizy i pozwolenia na pracę w Bangkoku nie nadaje się do tego samego na Phuket. To czy i jaką wizę otrzymam nie zależy od tego jakie posiadam papiery i czy spełniam wymogi a od tego, do której ambasady pojadę i jakiego urzędasa trafię. Nic więc dziwnego, że wiele kancelarii prawnych zajmuje się tylko i wyłącznie szukaniem dziur w prawie wizowym na potrzeby pragnących mieszkać na stałe w Tajlandii obcokrajowców. Ech…mógłbym wymieniać i wymieniać.  Jeżeli lubisz proste i jasne zasady, w Tajlandii nie wytrzymasz tygodnia.

Nie lubisz być w centrum uwagi

Nie ma opcji – w Tajlandii będziesz wyróżniał się z tłumu (chyba, że cały wyjazd spędzisz na Khao San Road, w Pattayi albo w Patong). Będziesz wytykany palcem, wyśmiewany przez dzieci (i dorosłych) a słówko Farang (biały przybysz z zachodu, obcy) będzie Ci dźwięczeć w uszach jak echo.  Jeżeli nie przeszkadza ci odrobina uwagi otoczenia, założysz ciemne okulary, uniesiesz wysoko brodę i pobawisz się w hollywoodzką gwiazdę. Jeśli jednak wolisz wtopić się w tłum, będziesz cierpiał. Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się jak to jest być członkiem mniejszości, kimś innym, obcym – przeprowadź się do Tajlandii.

Lubisz umiarkowany klimat i łagodne jedzenie

To oczywista oczywistość ,o której jednak należy wspomnieć. W Tajlandii jest GORĄCO! Nie ma, że pora zimna czy gorąca, że monsun czy pełnia sezonu – jest upał i kropka. Czasem nieco mniejszy (30 stopni) czasem większy (40 i więcej) ale zawsze. Jeśli narzekasz  na gorąco latem w Polsce, w Tajlandii trafi cię szlag. To samo tyczy się jedzenia. Jednym z fundamentów tajskiej kuchni jest chili i jedzenie go pozbawione, traci swój wyjątkowy charakter, staje się mdłe i nudne. Ale jeśli naprawdę nie jesteś wstanie sprostać większej lub mniejszej dozie chili, nie zamawiaj dania „trochę pikantnego”. To co dla Tajów jest trochę pikantne (Ped Nit Noi) może być dla Ciebie kompletnie niejadalne. Na hasło „Mai Ped” – nie ostre, Taj wciąż może próbować wrzucić do gara jedną lub dwie ostre papryczki. Dopiero gdy powiesz „Mai Sai Prik”, najlepiej 2-3 razy, możesz liczyć na to, że Ci się upiecze.

Podane tu przykłady dotyczą raczej pobytu długoterminowego. Tajlandia na wakacje jest miejscem fantastycznym i naprawdę trzeba być malkontentem, żeby na nią narzekać. Wady Tajlandii zaczynają doskwierać gdy chcesz zostać tu na dłużej. Jeżeli posiadasz wyżej wymienione cechy, pobyt w raju może zamienić się dla Ciebie w drogę przez piekło. Jeśli jednak umiesz się dostosować, masz w sobie dość luzu i tolerancji i umiesz zaakceptować fakt, że nie wszystko jest tu ułożone tak samo jak na zachodzie – Tajlandia stoi przed tobą otworem a życie tu potrafi być fantastyczne.

Standard

19 thoughts on “To nie jest kraj dla wszystkich ludzi

  1. tasteaway says:

    bardzo fajne podsumowanie! 🙂 co do „trochę pikantne” zdążyliśmy się już o tym przekonać 😉 po „trochę pikantnej” Tom Yom Kung Łukasz, który teoretycznie ostre uwielbia, ocierał pot z czoła i ledwo zdołał dokończyć zupę 😉

    • phatgirl says:

      przezylam to samo w sobote 🙂 co prawda nie w Tajlandii, ale w bardzo autentycznej Tajskiej restauracji w UK i oboje z moim facetem plakalismy po Tom Yum Kung, aczkolwiek na co dzien uzywamy chilli w kuchni 🙂

      • tasteaway says:

        ostre to jednym słowem pojęcie względne 😉 nawet dla takich, co się im wydaje, że na co dzień ostre jedzą 😉 takich jak my i Wy :)))

  2. Fin says:

    Byłem w tajlandi kilka razy, najdłużej cztery miesiące i nie mogę się zgodzić z tymi punktami. Tajlandia ma + i – każdy kraj ma, ale jednym z niewątpliwych plusów jest pozytywne i przyjacielskie w większości nastawienie. Poziom uśmiechu, otwartości i uprzejmości jest nie do porównania z niczym w Polsce – i składam jedynie na karby tego że dawno nie byłeś w kraju ilość negatywów zawartych powyżej.

    • Przecież nigdzie nie pisałem, że Tajowie są nieprzyjaźni? A ilość negatywów powyżej wynika z tego…. że jest to tekst o negatywach. Teksty o pozytywach też są. Trzeba sobie wyciągnąć średnią, żeby otrzymać w miarę obiektywny obraz Tajlandii. Pozdrawiam!

  3. wspaniale podsumowałeś życie w Tajlandii. po prostu kwintesencja tajskości:) nie raz zdarzyło się, że otrzymaliśmy w kanajpie zupełne inną strawę, niż zamówiliśmy (ach ten element zaskoczenia – dadzą co chcieliśmy, czy nie:)) i jak najbardziej masz rację, że na miesiąc pobytu w tym kraju niuanse budowlano-pogodowo-żywieniowo-przepisowe są przezabawne i całkiem sympatyczne, ale na dłuższą metę mogą wkurzać. pozdrawiamy z Singapuru

  4. Świetny tekst! Jednak jedna rzecz mnie dziwi.Spędziłem 4 miesiące w Tajlandii i jakoś ani razu nie zdarzyło mi się, żebym dostał w restauracji coś innego niż zamawiałem… Czy ja mam takie szczęście? Czy po prostu jadam tylko w „dobrych” miejscach?

    • Może miałeś szczęście, wcześniej czy później to się musi zdarzyć. Po części wynika to pewnie z bariery językowej, po części z innej tradycji kulinarnej – serwowania dań w dowodnej kolejności, nie stosując się do żadnego z góry ustalonego porządku. A gdy do knajpy wybierze się kilka osób i zamówi nieco więcej dań, zamieszanie i pomieszanie masz już jak w banku. Pozdr!

  5. b0br says:

    Każdy kraj ma swoje plusy i minusy. Gruzja która od dawna mnie pociągała jako kierunek wyprawy i do której chcę niedługo pojechać, dla niektórych jest przeceniona. Dziś przykładowo na wykopie przeczytałem w komentarzach, że nie ma się czym zachwycać itp. Ale tak czy siak, zawsze warto przekonać się samemu.

  6. Pingback: To oczywista oc… | Do Zobaczenia Gdzieś TAM...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *