Witaj w podróży

Łatwo jest się zasiedzieć. Złapie człowiek trochę komfortu,  nieco wygody i życiowej równowagi i już odechciewa mu się ruszać z miejsca.  Podróże? Podróże to przecież udręka.

Ile to się człowiek musi nabiegać, nazałatwiać,  naorganizować.  Nerwów natracić rezerwując loty,  hotele,  bilety.  I na co to? Żeby potem stać w kolejkach na lotniskach i na dworcach? Telepać się po bezdrożach? Użerać z wszelkiej maści naganiaczami? Na co to komu?

image

Logiki w tym nie ma za grosz.  Bo przecież ani na nadmiar czasu ani pieniędzy nażekać nie możemy. A nawet jeśli uda nam się wyrwać nieco urlopu,  odłożyć nieco grosza,  to na plażę mamy przecież jeden skok,  światowej sławy atrakcje turystyczne zaraz za rogiem.

image

A jednak wiedzeni jakimś samobójczym instynktem pchamy się na pokład samolotu tanich linii,  użeramy z urzędnikiem imigracyjnym, któremu w paszporcie Hany brakuje jakiegoś stempla, bez którego nie wolno wyjechać mam z kraju,  dźwigamy pięć toreb, plecaków, nosidełek na dzieci,  tonę pieluch,  roczny zapas mleka w proszku… I lecimy w nie znane.

image

Dosłownie.  O miejscu, do którego się wybieramy nie wiemy nic.  Zaczynamy w Jakarcie by dwa tygodnie później wylecieć do domu z lotniska na Bali. Między tymi dwoma punktami – tabula rasa.  Zabrakło mam czasu by się przygotować,  nawet nie otworzyliśmy przewodnika,  nie zerknęliśmy na żadnego bloga o Indonezji,  nie zapytaliśmy na żadnym forum co warto zobaczyć, jak dojechać z lotniska do centrum Jakarty,  co jeść i z kim się zadawać . Zgłaszamy nie przygotowanie.

image

Czyli co? Wszystko nie tak? To dlaczego siedzimy właśnie w minibusie relacji Jakarta – Badung w towarzystwie czterech odzianych w hidżaby pań, wokół nas Jakarta eksploduje komunikacyjnym chaosem a nam gęby śmieją się od ucha do ucha,  serca biją w zdwojomym tempie,  głowy latają dookoła a oczy coraz szerzej otwierają się z wrażenia?

image

Po długiej przerwie znowu jesteśmy w podróży. Cholernie nam tego brakowało.

Wpisy z naszego wyjazdu do Indonezji powstają na smartfonie,  proszę więc o ulgowe taktowanie w kwestii literówek,  byków i błędów w formatowaniu.

Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. Od 2011 roku mieszkam w Bangkoku, jeszcze dłużej - podróżuję po Azji. Moje materiały publikował między innymi magazyn Men's Health, CNN, Gazeta Prawna, liczne portale podróżnicze i lifestylowe. Masz pytania? Propozycje? Pisz! kontakt@skokwbokblog.com ENGLISH: I'm a freelance journalist, travel writer and photographer. I live in Bangkok, Thailand. I've published in Men's Health, CNN and numerous travel and lifestyle media. Feel free to contact me - kontakt@skokwbokblog.com

5 komentarzy
  1. Bycie znowu w podróży jest niesamowitym odskokiem. I ten stres, i adreanalina, i zaciekawienie i to jak nie można już się doczekać żeby być na miejscu. Wszystko ma swoje podróżnicze uroki!

  2. Mam to samo. Jeszcze długo do wyjazdu a ja już nim żyję. A potem samolot i …. ścisk wszystkich mięsni z radości przy jednoczesnym ich całkowitym rozluźnieniu…Moja mama nazywa to chorobą robaków w 4literach. Cała rodzina na nią cierpi. Najwyraźniej dziedziczna.

  3. Maciek, za 2 mies z mężem i dziećmi lecimy do Surabaya i z Denpasar wracamy do domu do Warszawy 🙂 Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy i zdjęcia! Będziecie wspinać się na jakiś wulkan? Po przeczytaniu 10000 opinii my wybraliśmy Kawa Ijen. A na Gili Air/Meno będziecie plażować? Ale Ci dobrze…. Ja muszę jeszcze tyle czekać…. Pisz dużo, świetnie się Ciebie czyta! 🙂 Udanego wypoczynku! Ewa

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się