Inspiracje, Praca

Zmiany są zawsze na lepsze

Zmiany są zawsze na lepsze bo koniec końców wszystko będzie dobrze, a jeśli nie jest dobrze, to jeszcze nie koniec. Zgadzasz się?

Prawie 4 lata temu spakowałem plecak i poleciałem z biletem w jedną stronę do Tajlandii. Półtora roku temu, zapakowałem manatki na pakę pickupa i przeprowadzimy się na Phuket. 3 tygodnie temu powiedziałem mojemu szefowi, że nie podoba mi się to jak mnie traktuje, i że gotów jestem rzucić tę robotę. Za każdym razem nie bardzo wiedziałem w co się pakuję. Za każdym zmiany okazały się strzałem w dziesiątkę.

Rutyna jest jak ta stara, schodzona para butów, za którą nie specjalnie przepadasz. Niby wyszła już z mody, niby trochę zalatuje ale leży jak ulał i jakoś nie bardzo chce ci się leźć do sklepu po nową. A co jeśli ta nowa okaże się za mała czy za duża, będzie obcierać i uwierać a i kosztować pewnie będzie nie mało?

W życiu bywa podobnie. Niby narzekasz na szarą codzienność, na robotę, na związek, na nudę, na brak kierunku i sensu. Ale tkwisz w tym dalej, bo tak wygodnie, bo przywykłeś. Już lepsza ta nurząca rutyna niż coś nowego i niepewnego. Nic bowiem nie spędza snu z powiek tak, jak zmiana. Nic nie stresuje tak, jak wyjście poza swoją, jak to się po angielsku ładnie mówi, comfort zone. To nie chodzi już nawet o to, że lepsze jest wrogiem dobrego. Problem w tym, że potencjalnie lepsze, w wielu umysłach staje się wrogiem obecnego, choćby to obecne wcale dobre nie było.

Ja sam dowiodłem sobie, i to już dobrych kilka razy, że zmiana to dla mnie droga do szczęścia i satysfakcji. Życiowa homeostaza to niedościgniona wizja. Jasne, trzeba umieć docenić to co się ma, nie łatwo jest sobie uświadomi, że szczęśliwym jest się tu i teraz. Ale dla mnie, żeby było miło, musi się coś dziać. Tu przypomina mi się scena z Piątego Elementu, w której Gary Oldman strąca na podłogę szklankę….i zaczyna się ruch, zamiatanie, porządki. Robi się ciekawie.

Nie chodzi o to, żeby od razu wszystko rozbijać w drobny mak i zaczynać od nowa. Umówmy się, wyjazd na drugi koniec świata z biletem w jedną stronę jest dość ekstremalnym pomysłem na zmianę. Ale czasem wystarczy zmienić nawet małe coś aby uruchomić efekt domina.

Niech za przykład takiej zmiany posłuży moja obecna sytuacja w pracy. Przez około półtora roku pracowałem na pełnym etacie w lokalnej gazecie na Phuket. Robota ta miała swoje plusy – robiłem dzięki niej to co lubię (pisałem), zjechałem wyspę w szerz i wzdłuż, poznałem kupę ludzi, wyrobiłem sobie na Phuket niezłą markę. Ale plusy niekoniecznie przesłaniały minusy – długie godziny w biurze, częstą pracę w weekendy, toksyczne układy z szefem. Gdy przyszedł czas na renegocjację kontraktu usłyszałem, że nie mogę liczyć na podwyżkę, mogę zaś na zestaw dodatkowych obowiązków do ogarnięcia. „Dość!” powiedziałem sobie i szefowi.

Strach był. Utrata pracy w przypadku emigranta w Tajlandii to nie lada kłopot o czym wiecie, jeśli czytaliście moje narzekania na wizy w Tajlandii. A tu jeszcze dziecko w domu, żądne mleka i zabawek, spora odpowiedzialność. Nie obyło się bez kilku bezsennych nocy, obgryzania paznokci. Ale oto, kilka dni po tym jak postawiłem się szefowi, zaczęły dziać się dziwne rzeczy.

Niespodziewanie, moja gazeta wyszła do mnie z nową propozycją. Zamiast podwyżki, obniżka i to znacząca. Ale w zamian za to, nienormowany czas pracy, brak konieczności pojawiania się w biurze i tylko dwa zadania do wykonania – pisanie i działania w terenie. Krótko mówiąc, wszystko za co lubię tę robotę bez tego wszystkiego za co jej nie znoszę. Kilka dni udawałem, że się zastanawiam, po czym podpisałem nowy kontrakt.

Ale to nie koniec. Jedna zmiana niesie ze sobą kolejne. Obdarowany nagle oceanem wolnego czasu, zacząłem rozglądać się za dodatkowymi fuchami. Kilka maili, kilka telefonów do ludzi, których poznałem przez rok spędzony w redakcji i zaczęły się pojawiać propozycje. 3 tygodnie później wybrałem dwie z nich i tak oto zostałem oficjalnym bloggerem dużego ośrodka sportowego na Phuket i szefem działu PR i communicatios w firmie developerskiej uruchamiającej wkrótce na wyspie pokaźny ośrodek wypoczynkowy. Małe zmiany wielkie rezultaty.

Miało nie być pracy, kasy, wizy. Okazało się, że prace są trzy, za następny visa run zapłaci mi firma a i kasy powinno być więcej niż poprzednio. No i nie muszę tyrać do tego cholernego biura a ten tekst piszę z Haną na kolanach.

To, że zmiany są zawsze na lepsze, nie oznacza, że oglądam się przez ramię i nie mogę się nadziwić, jak ja mogłem żyć tak jak żyłem wcześniej. Wręcz przeciwnie – z sentymentem wspominam moje wrocławskie czasy (tęsknie za wami rodzino i przyjaciele! Przyjeżdżajcie częściej na wakacje do Tajlandii!), z wielkim afektem wspominam życie w Bangkoku. Ba! Nawet te godziny spędzone w redakcji gazety miały swoje uroki i zaowocowały tym co dzieje się teraz. Źle nie było…ale jest lepiej.

Gdybym nie odważył się na zmianę nigdy bym się tego nie dowiedział.

Standard

19 thoughts on “Zmiany są zawsze na lepsze

  1. yogainstockholm@wordpress.com says:

    Zgadzam sie w 100%. Wlasnie ta strefa komfortu zwiazana ze starymi butami nas ogranicza i trudno z niej wyjsc… co jezeli nowe buty okaza sie za ciasne, za duze… zostaniemy na bosaka? Swietny opis! 🙂

  2. Marta says:

    hej:) gratuluję! Czytam Twój blog prawie od początku i oczywiście trzymam kciuki za Twoje przedsięwzięcia! W sumie robisz to o czym w głębi duszy marzę…Moje wyjazdy za granicę nie były jednak tak odległe, i niekiedy minusy przysłaniały te plusy ale doświadczenia nabyłam, wspaniałych ludzi poznałam, tak wiec owe plusy zyskują na czasie. Wpadanie w wir zmian jest szalenie ekscytujące. Od kilku miesięcy jestem wprawdzie w kraju ale hm, tak właśnie.. korci mnie:) A dzięki temu wpisowi już nawet odpowiedni uśmiech zagościł na mojej twarzy;) Maciek, świetnie motywujesz 🙂 dzięki i powodzenia!!

  3. Jeśli zmiany, to tylko na lepsze. Jestem tego samego zdania. Nie przypominam sobie, aby jakakolwiek zmiana w moim życiu była zmianą na gorsze. Zawsze coś się poprawia, nawet jeśli na początku sytuacja rysuje się beznadziejnie. Czasem wystarczy zacisnąć zęby, bo wszystko jest po coś. A już po paru miesiącach, roku, widzisz, że podjąłeś słuszną decyzję.

    Co do kurczowego trzymania się rutyny – myślę, że to bardzo ludzkie. Boimy się tego, czego nie znamy. Ale jeśli nie spróbujemy, nigdy nie dowiemy się, czy może być lepiej. Sama mam w planach przeprowadzić w przyszłym roku sporo zmian na większości płaszczyzn życia. Może i trochę się boję, ale wiem, że będzie dobrze. A już na pewno lepiej, niż jest teraz.

  4. konzi says:

    Dokładnie! Ja mówię, że czasem musi się nalać do dupy, żeby później było lepiej 🙂 Poza tym widzę, że oboje mieliśmy zmiany mniej więcej w tym samym czasie. Pozdrowienia z Rüsselsheim! 🙂

  5. Tak jakoś robiąc kawę, przypomniałem sobie o Twoim blogu i od razu potem musiałem zerknąć co u Was 🙂
    Cieszę się, że natrafiłem na ten tekst. Z resztą to chyba jakiś kolejny znak. Potrzebowałem tego, albowiem w głowie kumulują się myśli o poważnej życiowej zmianie, o dalekiej emigracji. Poważnej o tyle, że już z rodziną a co za tym idzie musi być legalnie i odpowiedzialnie.

    Od jakiegoś czasu robię solidny research na temat wyjazdu z rodziną (2+2) do AU. Mam nadzieję, że ten rok będzie przełomowy i uda się uczynić pierwszy krok. A kto wie, może wszystko potoczy się o wiele szybciej i rok będziemy zamykać już na naszym nowym kontynencie. Temat rzeka… myślę, że wiele nas łączy, nas – kumulujących w sobie myśli o poszukiwaniu sobie nowego, ciekawszego, miejsca na ziemii.

    Pozdrawiam,
    Zielony

  6. Andrzej says:

    Czesc Maciek,

    Niedlugo przenosze sie z Tanzanii na Phuket z zona. Bylo by milo sie spotkac. Bardzo lubie twojego bloga;) Pozdrowionka z Zanzibaru

  7. "FORREST GUMP" says:

    ” ZNOSIŁEM NIE JEDNĄ PARĘ BUTÓW” OD WIELU LAT JEDNAK NOSZĘ JEDNE I TE SAME „ZNOSZONE BUTY”. CAŁY CZAS MARZĘ COBY ZMIENIĆ JE NA INNE. NIE ROZGLĄDAM SIĘ ZA WYGODNIEJSZYMI,MOGĄ MNIE NAWET NA POCZĄTKU UWIERAĆ BO NIE RAZ MIAŁEM „ODCISKI” I WIEM ŻE Z CZASEM JESTEM SIĘ W STANIE DOPASOWAĆ DO KAŻDEGO „OBUWIA”. SĘK W TYM ŻE TE OBECNE „OBUWIE” NIE TYLKO MNIE DAJE PEWNOŚĆ SIEBIE. CI NAJBLIŻSI TEŻ CZUJĄ SIĘ PEWNIE WIEDZĄC ŻE O NIE DBAM. ILEKROĆ WSPOMINAM ŻE CHCIAŁBYM WYMIENIAĆ „OBUWIE” JAK DAWNIEJ,ZASTANAWIAM SIĘ CZY W MOIM WIEKU(44l) MOGĘ TO ZROBIĆ. CZYTAJĄC PIERWSZĄ CZĘŚĆ TEKSTU WKŁADAŁBYM POŚPIESZNIE NIEZBĘDNIKI W PLECAK JEDNOCZEŚNIE BUKUJĄC BILET DO TAJLANDI.TYLKO ŻE JA MUSIAŁBYM TE „ZNOSZONE BUTY” ZOSTAWIĆ W POLSCE, A DO TAJLANDJI JECHAĆ BOSO. CZY TAK WYPADA???

  8. Pingback: Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii? - Skok w Bok Blog

  9. Pingback: Co u mnie słychać – wydanie drugie i pół, poprawione i uzupełnione - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *