Biznes

Outsourcing zmienił oblicze wielkiego biznesu, zmienił rynki pracy a od kiedy przeprowadziłem się do Tajlandii – zmienia moje życie. A to dzięki temu, że przepaść między moimi zarobkami a cenami usług w Bangkoku sprawia, że niewiele rzeczy muszę robić sam, daję zarobić innym.

I tak oto gdyby nie dopadająca mnie od czasu do czasu chrapka na „nietajskie” jedzenie właściwie nie potrzebowałbym kuchni – bowiem jedzenie poza domem, które w Polsce zdarzało mi się od święta i na specjalne okazje, tutaj jest codziennością. W tygodniu na ulicy, w weekendy w knajpach, najczęściej serwujących japońską kuchnię sieciówkach lub w lokalach Indyjsko-Arabskich.

Na jedzeniu się jednak nie kończy. Doszło do tego, że niemal przestałem używać własnych nóg. Po co, skoro za złotówkę czy dwie mogę pojechać gdzie chcę moto taksówką lub jeszcze tańszym pikapem zwanym song tiaew. O motocyklu trzeci raz z rzędu pisał nie będę choć nie powiem, mam ochotę.

Kolejnym przykładem są rachunki. Gdy dziś chciałem uiścić opłatę za prąd okazało się, że spóźniłem się o kilka dni i aby uregulować dług muszę przeprawić się do biura zakładu energetycznego na drugim końcu miasta. Dobre sobie! Zamiast tracić czas i pieniądze w taksówkach, rachunek opiewający na 40zł zostawiłem w biurze swojego budynku. Stamtąd odbierze go kurier, który za dodatkowych 10zł zajmie się formalnościami w moim imieniu.

W domu nie mam internetu, bo za każdym rogiem czeka na mnie śmiesznie tania kafejka (a poza tym nie chcę marnować wieczorów przy komputerze,) nie mam też pralki bo pranie robię w pobliskiej pralni. Zresztą wymieniać można by długo.

Zatem stałem się wygodnicki. Zamiast ruszać palcem w bucie sięgam do portfela i zlecam innym by ruszali się za mnie. Ja nie tracę czasu i sił, ktoś zarabia na życie, biznes się kręci.

A kręci się prężnie. Za przykład niech posłuży wspomniana pralnia. Mieści się ona w sąsiadującym z moim budynku. Kilka pralek na monety, 3 panie w industrialnymi żelazkami, chemiczny zapach płynu zmiękczającego. Z tego co widzę, klientów nie brakuje. Widać zaobserwował to też jakiś obrotny Taj, przeanalizował fakty po czy wynajął pomieszczenie sąsiadujące z moją pralnią i otworzył…drugą, konkurencyjną. Mało tego! To już trzeci taki zakład w promieniu 30m! I sądząc po ilości koszul i spodni na wieszakach, żadna na brak klientów nie narzeka. I to może właśnie siłą nabywcza ogromnej masy ludzi w Bangkoku sprawia, że tajskie podejście do Biznesu jest zupełnie inne niż zachodnie. Tam gdzie my szukamy sposobu by odróżnić się od sąsiada, zdobyć przewagę nad konkurentem, Taj bezczelnie kopiuje. Obok sklepu z obuwiem momentalnie pojawia się kolejny obuwniczy, zakład ślusarski najłatwiej znaleźć w pobliżu zakładu ślusarskiego. Koronnym przykładem są zaś minimarkety 7Eleven. Bywałem już w Bangkoku w miejscach gdzie w zasięgu wzroku miałem dwa, trzy a może nawet cztery sklepiki spod logo amerykańskiej sieci. Podobne do siebie kubek w kubek, oferujące dokładnie te same towary w tych samych cenach po które w każdym trzeba było stać w takiej samej kolejce.

 

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

7 Comments
  1. >Hej!
    Specjalista nie jestem, ale wydaje mi sie, ze tytul tego arykulu powiniec brzmiec "Uslugi" bo wszystko co wymieniles sie do tego sprowadza. Korzystajac z knajpek, kafejki internetowej, pralni czy taksowki kupujesz usluge, a nie "outsource'ujesz" 🙂 "Outsource'owal" bys, gdybys do robienia twojej pracy zatrudnial kogos, kto zrobi ja lepiej i tanio ze wzgledu na doswiadczenie i posiadane srodki. Czyli np twoja szkola zamiast prowadzic rekrutacje nowych nauczycieli samemu bierze firme, ktora robi to za nia (cos jak agencje pracy). Albo firma telekomunikacyjna nie otwiera callcentre u siebie i nie musi wynajmowac pomieszczen, kupowac komputerow, telefonow itp bo w Indiach jest taniej i jest duzo wykwalifikowanych ludzi dostepnych od zaraz. Sa firmy, ktore Ci to zrobia od poczatku do konca za pol ceny (wynajem budynku, rekrutacja zalogi, implementacja systemu teleinformatycznego i tak dalej). Sam artykul jak zwykle na piatke z plusem!

  2. >Hehe nie czepiam sie 😉 Chodzilo mi oczywiscie nie o sam tytul tylko o nadinterpretacje tego "autsorsingu"… POZDROWIENIA!

  3. >A niech tam, niech strace. Chcialem tylko zaznaczyc, ze outsourcing <> uslugi, a taki wniosek plynie z tego wpisu.

  4. >To tak samo jak w Hanoi co byly ulice pelne proszkow do prania, pozniej pelne skarpetek, itd. Wszystko to tak naprawde nie ma za bardzo biznesowego sensu, bo sami sobie robia konkurencje i nie maksymalizuja swoich zyskow. No ale przeciez to jest Azja i nie wszystko musi byc do konca logiczne…albo moze byc logiczne inaczej 🙂

    Poza tym w normalnym miejscu kazda pralnia chcialaby sie czyms wyroznic – tak samo jak sa 3 knajpy obok siebie – w jednej jest wiecej osob, w drugiej mniej, bo jedna jest "fajniejsza" od drugiej.

    W Sajgonie byl targ pelen japonek. Stawiam, ze 5 milionow par japonek na malej przestrzeni – 100 sprzedawcow. Wszedzie taki sam towar, po takich samych cenach. Najwiekszy numer 41. Gdzie w tym jest sens? 🙂

  5. >Oczywiscie "lokalnosc", ktora byla najwidoczniejsza imo w Wietnamie, jest godna podziwu. Wstajesz rano, wychodzisz przed dom, siadasz w "knajpie" prowadzonej przez sasiadke, zakupy robisz na sasiedzkim stoisku, papierosy w sasiedzkiej budce, itd itd. Polacy niestety tego nie maja, dopiero zaczynaja sie uczyc…

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.