Przeczytaj zanim wyruszysz czyli błędy początkujących podróżników

Nepal curved road

Podróżowanie jest proste. Zwłaszcza, gdy nabierzesz już w nim nieco doświadczenia. Ale przed pierwszą wyprawą  najesz się pewnie nieco stresu i popełnisz kilka błędów. Coś o tym wiem – sam je popełniłem. Oto najczęstrze błędy podróżników i  jak ich uniknąć.

Więcej, więcej, więcej„Cześć, mam do dyspozycji 2 tygodnie urlopu i chciałbym odwiedzić Kambodżę, Wietnam, Laos i jeszcze parę dni poleżeć na plaży w Tajlandii. Takie i temu podobne pytania często (za często) padają na forach i grupach dyskusyjnych. Cóż jeśli całe swoje wakacje chcesz spędzić próbując złapać kolejny autobus lub pociąg a bardziej od odwiedzania miejsc interesuje się ich „zaliczanie” to droga wolna. Doświadczenie uczy jednak, że więcej satysfakcji daje podróż bez pośpiechu, zanurzenie się w daną kulturę, dogłębna obserwacja. Zwolnij, odpuść, w podróży mniej często znaczy więcej.

Mam plan! – Zarezerwowałeś hotele, przejazdy, wycieczki, określiłeś ilość dni (godzin, minut) potrzebnych na odwiedzenie każdego z miejsc. Czas ruszać w trasę. Wszystkie pięknie…do czasu aż coś się sypnie. Pociąg nie odjedzie na czas, przewodnik nie pojawi się w z góry ustalonym miejscu. Chwila moment i misternie utkany plan rozsypuje się jak domek z kart. Plan to pożyteczna rzecz – pozwala optymalnie gospodarować czasem, zaoszczędzić trochę grosza. Ale nie popadaj w przesadę. Istotą przygody jest coś niespodziewanego, niezaplanowanego. Dlatego określ azymut na jaki będziesz się kierował, zrób listę kliku obowiązkowych punktów programu, uporaj się sprawami najistotniejszymi (wizy, permity, szczepienia) a następnie ruszaj w trasę i daj się zaskoczyć. Po powrocie i tak będzie opowiadał o tym pociągu który nie odszedł na czas a nie o tym, który odjechał zgodnie rozkładem.

Bezdroża Taj Mahal? Komercha! Chiński mur? Turystyczna pułapka. A Ty przecież turystą być nie chcesz– chcesz być, cokolwiek to znaczy, podróżnikiem. Pragniesz oglądać to, czego nie opisały przewodniki, miejsca gdzie biała stopa jeszcze nie stanęła. Cóż, zanim ruszysz bezdrożami uświadom sobie, że przewodniki opisują pewne miejsca bo…warto je odwiedzić! Co więcej – wielką stratą  byłoby ich nie odwiedzić. Daj sobie trochę czasu na ucieczkę z turystycznych szlaków, najpierw obejrzyj to co obejrzeć trzeba a dopiero gdy nasycisz zmysły poszukaj bocznej drogi.

Ja tylko niosę pomoc – Ciężkie jest brzemię białego człowieka. Jeździ on po krajach trzeciego świata, roni łzy nad losem dzieci ulicy w Kambodży, staruszków w birmańskich wioskach, tragarzy w Himalajach, sumienie go gryzie, bezsilność targa jego trzewiem. Na szczęście jednak – jest rozwiązanie! Garść cukierków dla biednych dzieci Indiach, długopisy w darze dla nepalskiej wioski, w najlepszym wypadku– 30 dni wolontariatu w szkole na południu Tajlandii. Komu to pomaga? Nikomu oprócz Ciebie i twojego dobrego samopoczucia. Z rozdawania prezentów, płacenia za pozowanie do zdjęć, krótkoterminowego wolontariatu nie wynika NIC DOBREGO. Takim bezmyślnym rozdawnictwem sponsorujesz tylko międzynarodowy kurs żebractwa i sprawiasz, że już pięcioletnie dzieci w kambodżańskim Angkor  na widok turysty wołają „one dolar, one dolar” a ich rodzice zamiast do szkoły posyłają je na zarobek. Zamiast niczym konkwistador targać w plecaku koraliki i kolorowe szkiełka dla tubylców poświęć lepiej parę minut na przegląd stron kilku organizacji humanitarnych i wesprzyj jedną z nich.

Tanio albo wcale: Wizyta w muzeum? Za drogo! Spływ górską rzeką? Przecież za tą kasę mogę tu przeżyć tydzień! No właśnie – przeżyć? Czy przetrwać?  Czasami mam wrażenie, że presja na tanie podróżowanie to nie tyle cecha młodych co polskich podróżników. Momentami sam łapię się na tym, że jedyne co mnie czasami interesuje to żeby wydać jak najmniej. Dlatego zanim wpadniesz w tę pułapkę myślową odpowiedz sobie na pytanie – jak chcesz by wyglądały twoje wakacje, jakie chcesz przywieźć do domu wspomnienia. Jeśli pragniesz opowiadać znajomym, że było tanio – droga wolna. Choć podobny efekt można osiągnąć idąc na zakupy do dyskontu. Jeśli wolisz zaś w wypiekami na twarzy wspominać skoki na bungee, zachody słońca w antycznych świątyniach i loty balonem nad dżunglą to oszczędności poszukaj gdzieś indziej.

Szukam sponsorów! – „Witam, wybieram się na wycieczkę do XXX i liczę na wsparcie państwa firmy.” Napisałeś takie zdanie? Chcesz je napisać? Właśnie zmarnowałeś lub chcesz zmarnować kilka sekund swojego życia. Myślisz, że działy marketingu wielkich korporacji wręcz palą się by zasponsorować kolejnego podróżnika? Pomyśl jeszcze raz. O ile nie masz do zaoferowania czegoś kompletnie odlotowego, nie z tej ziemi, o sponsorach możesz zapomnieć. Twój mail  trafi prosto do kosza. Jasne, że planując swoją pierwszą daleką podróż czujesz się jak Krzysztof Kolumb i Marek Kamiński Razem wzięci. Niestety ludzie władający budżetami w firmach widzą rzeczywistość nieco inaczej i o ile w zamian za sponsoring nie jesteś w stanie zaoferować tysięcy czytelniku, obecności w mediach i innych fajerwerków – nie poświęcą Ci nawet chwili uwagi. To zresztą nie powód do zmartwień. Zamiast załamywać ręce pomyśl jak urozmaicić swoją wyprawę. W Himalajach było już wielu, a ilu było w Himalajach na monocyklu?

Jakoś to będzie: Na koniec zabrzmieć mogę jak twoi rodzice – bądź rozsądny człowieku! Ubezpiecz się, zrób konieczne szczepienia, przygotuj się. Że jakoś to będzie możesz myśleć przed sesją egzaminacyjną na studiach. W podróży lepiej być gotowym na wszystko, w tym na ten czarniejszy scenariusz, w którym zapadasz na malarię i leżąc w gorączce stajesz się ofiarą ataku zielonej mamby. Zdecydowanej większości podróżników udaje się przeżyć swoje podróże bez poważnych kłopotów. Tych kilku, którym się nie udało trafiło do telewizji i Wikipedii. Są lepsze sposoby, żeby tam trafić.

A wy? Popełniliście któreś z powyższych błędów? A może uważacie, że to wcale nie błędy lub macie swoja własną listę pomyłek do uniknięcia? Czekam na komentarze!

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. 

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

27 Comments
    1. Myślę, że umknął ci przymiotnik “początkujący” w tytule. Skoro już to wszystko wiesz to nim nie jesteś i tekst nie jest po prostu adresowany do Ciebie. Ja osobiście znam co najmniej kilka osób, które czegoś mogłyby się tu dowiedzieć, nie licząc masy zielonych w temacie ludzi z forów wspomnianych przez Magdę. 

      pozdr!

      1. Dokladnie.ja podpiduje sie pod wszystkim,co tu piszesz, sama mam podobne przemyslenia, mam znjomych, ktorzy duzo podrozuja i wiedza takie rzeczy,ale jest wiele osob, ktore podrozowac chca, takie blogi czytaja, ale do tej pory nie udalo im sie wyjsc z pulapki all inclusive, ze strachu, z wygody… Dla nich takie teksty warto pisac. Ja tez przestrzegam sszystkich znajomych przed rozdawaniem pieniedzy na prawo i lewo, to nie jest pomoc. I nawet bedac w bardzo biednym kraju twardo walcze o cene biletu na autobus czy lozka do spania, bo lekkosc, z jaka przeplacaja za wsztstko amerykanie czy niemcy niczemu dobremu tez nie sluzy.

      1. jak dla mnie to wszystko zależy od osobowości i tego co kto oczekuje od wakacji/wyjazdu/podróży/wyprawy

        1. dla jednego wyjazd all inclusive to szczyt marzeń, bo pracuje ciężko przez 12 miesięcy w roku i chce choć na 2 tyg wyrwac się i nic nie robić…

        2. drugi ma na celu zaliczyć i zrobić sobie fotkę w najważniejszych zabytkach np azjatyckich i robi runde po azjii pd-wsch w tydzien… (spotkalem wielu takich ludzi) i tez są zadowoleni, że później pokażą rodzinie, przyjaciołom, znajomych gdzie to oni nie byli i czego nie zobaczyli..

        3. trzeci zaszywa się gdzieć w górach i przez wiele tygodni wytycza nową drogę lub zmierza się a jakąs linia..

         można tak wymianiać w nieskończoność,..

        najważniejsze że każdy znajduje coś dla siebie…

        osobiście też nie lubie “zaliczania”, bo najważniejsze dla mnie jest obcowanie i rozmów z miejscowymi ludźmi , z kulturą, z jedzeniem a to wymaga czasu i jest takie przyjemne…

  1. Trudno się nie zgodzić z powyższymi stwierdzeniami, ale może warto je puszczać w eter co jakiś czas.

    Szczególnie trafna uwaga o przesadnym oszczędzaniu w podróży. Nie
    myślałam o tym w ten sposób, ale może to rzeczywiście polska domena?
    Ostatnio byłam na pokazie slajdów pary, która przemierzyła kawał świata,
    ale co chwilę pojawiało się stwierdzenie “no oczywiście, że nie
    weszliśmy, przecież bilet dla obcokrajowców kosztuje 20x drożej, a z
    zewnątrz też dobrze widać”. Rozumiem frustracje, ale jednak zza płotu
    kiepsko się chłonie atmosferę. Poza tym trzeba przyznać, że to, co
    wartościowe robi się popularne i nie ma się co dziwić.

    Pozdrawiam!

  2. Trudno się nie zgodzić z powyższymi stwierdzeniami, ale może warto je puszczać w eter co jakiś czas.

    Szczególnie trafna uwaga o przesadnym oszczędzaniu w podróży. Nie
    myślałam o tym w ten sposób, ale może to rzeczywiście polska domena?
    Ostatnio byłam na pokazie slajdów pary, która przemierzyła kawał świata,
    ale co chwilę pojawiało się stwierdzenie “no oczywiście, że nie
    weszliśmy, przecież bilet dla obcokrajowców kosztuje 20x drożej, a z
    zewnątrz też dobrze widać”. Rozumiem frustracje, ale jednak zza płotu
    kiepsko się chłonie atmosferę. Poza tym trzeba przyznać, że to, co
    wartościowe robi się popularne i nie ma się co dziwić.

    Pozdrawiam!

  3. Nie zgadzam się w pełni z częścią akapitu poświęconego niesieniu pomocy. Dokładnie chodzi o fragment dotyczący krótkoterminowego wolontariatu i według mnie błędnego pojmowania jego idei.

    Poświęcenie swojego czasu i energii jest dawaniem cząstki siebie głębszej idee, ludziom z którymi przez ten okres się żyje. To idealna forma wyniesienie z podróży czegoś więcej niż tylko zwiedzenia turystycznych atrakcji i odkrywania nowych miejsc. Wolontariat jest smakowaniem kultury i poznawaniem ludzi, którzy nadają prawdziwą wartość i sens podróżom. Życie nawet przez kilka dni czy tygodni uczy wszystkich uczestników szacunku do odmienności i spoglądania na świat, jako multikulturalnej wioski. To nie tylko najcenniejsze co możemy dać od siebie, ale także prawdziwa lekcja życia.

    Oczywiście, zgadzam się że wszystko zależy od zdrowego podejścia do wolontariatu.   

    1. Tak, jednak nawet z tego co sam opisujesz wynika, że korzyści ponosi głównie osoba która “daje” siebie na krótkotrwały wolontariat (podkreślam tu słowo ‘krótkotrwały’). Smakowanie kultury, poznawanie ludzi, ‘wyniesienie z podróży czegoś więcej’ – to wszystko jest świetne, popieram ideę – jednak jest to świetne dla ‘nas’. Po za tym, nie ma co ukrywać, wiele osób traktuje/traktowałoby miesięczny wolontariat jako specyficzną formę rozrywki.

      Dla osób które tą pomoc otrzymują to tak super nie wygląda – miesiąc (+ czas na aklimatyzację, poznanie się, przełamanie barier) to za krótko na sensowną pomoc. To bolączka miesięcznych wolontariatów.

      1. Dający musi przejść przez identyczny bariery co otrzymujący.

        Sens dawania i pracy wolontariackiej polega na nie oczekiwaniu niczego w zamian. Poświęceniu się,a  w efekcie okazuje się, że wiele otrzymaliśmy nieświadomie.

        Przeciwny jestem roszczeniowemu podejściu do wolontariatu.

        1. Wydaje mi się, że wiele zależy od formy wolontariatu. Jeśli mowa o malowaniu jakiegoś budynku albo sprzątaniu czyjegoś podwórka to może ma to jakiś sens w krótkim terminie. Ale jeżeli chodzi o jedną z najpopularniejszych form wolontariatu – nauczanie w szkole – to więcej robi się szkody niż pożytku. W miesiąc niczego się nie da nauczyć, ledwie co uda się człowiekowi złapać kontakt w dzieciakami a już trzeba pakować walizkę i jechać dalej zostawiając za sobą kompletnie zdezorientowane dzieci. Co gorsza z relacji bliskich i znajomych wynika, że nawet zorganizowany, płatny wolontariat krótkoterminowy mija się z celem. Mój brat brał udział w tzw Work Campie w Maroko i niestety na miejscu okazało się, że organizacja jest żadna i marnuje się siły i potencjały wolontariuszy. Może nie jest tak zawsze ale z tego co czytam – często.

          [image: DISQUS]

      2. Czytałam niedawno artykuł o tym, że w Siem Reap w Kambodży zainteresowanie wolontariatem wśród turystów jest tak ogromne, że najnormalniej w świecie brakuje potrzebujących i na potrzeby owych turystów tworzy się “placówki pomocy”, do których rodzice podnajmują swoje dzieci, które mają przez kilka godzin dziennie udawać biedne, niedouczone i niedożywione. Czy to normalne? Nie! Ale że turyści skłonni są płacić za możliwość niesienia pomocy, to co niektórzy  lokalsi wykorzystują  tą sytuację i zrobili z tego biznes.

  4. Dobry tekst :)) Polecam!
    Nie zgadzam się tylko w kwestii wolontariatu – wszystko zależy od jego specyfiki oraz organizacji. Dzieci chętnie rozmawiają, uczą sie o nowych kulturach, a nawet starają się utrzymać kontakt bez względu na to czy są z Europy, czy z afrykańskiego sierocińca na slumsach. Stwierdzenie “nie idź na krótkoterminowy wolontariat” to tak jak “nie podnoś papierka – i tak zaraz ktoś nowy dorzuci”

  5. Dwa pierwsze punkty to dosłownie kwintesencja tego, co staram się robić. Świetnie się czyta własne myśli bardzo precyzyjnie przelane na papier przez kogoś innego. 

    Co do “Tylko niosę pomoc” to wydaje mi się, że można faktycznie komuś pomóc nie rozpalając żebraczych pokładów energii u różnej maści niezamożnych ludzi. W 100% wspieranie osób błagających o datek w pobliżu znanych atrakcji turystycznych mija się z celem, ale są regiony i miejsca, gdzie oferowana pomoc zostanie nagrodzona wdzięcznością, a nie hochsztaplerskim spojrzeniem.Takie historie pamiętam z książki Paula Theraux. Dodam jeszcze, że pomoc ubogim zawsze jest w jakimś stopniu dla własnej satysfakcji.Czy można tego uniknąć? I co w tym złego? Z innej strony patrząc, jak gdzieś tam czasami wyjeżdżam, to zabieram ze sobą jakieś regionalne upominki typu np płyta z folkową muzyką albo proporczyk Rzeszowa i w za mian za pomoc zaskakuje miłego znajomego takim podarkiem. Ktoś się ucieszy, a ja mam świadomość, że jakiś symbol związany z moim pochodzeniem, wisi u kogoś na ścianie, o ile się spodobał i nie wylądował w koszu. W ogóle to bardzo ujmujący temat na dłuższą dyskusję.

    Szukanie sponsorów natomiast pomaga w realizacji marzeń i celów więc jeśli czegoś bardzo bym chciał to nie szkoda byłoby mi stracić te “parę sekund z życia” żeby wysłać swoją ofertę. Pierwsza, druga, trzecia może się ew. korporacjom nie spodobać, ale zawsze zdobywam jakieś doświadczenie w tego typu sprawach. Łatwiej jest wymyślić dzięki temu coś, co może zainteresować tych potencjalnych sponsorów. Akurat sam potrzebuje teraz małego dofinansowania więc zobaczymy czy wykażę się odpowiednią kreatywnością. 

    W związku z “jakoś to będzie” ciągle się zastanawiam, jak to jest możliwe, że wciąż jestem cały.

    Bardzo opiniotwórczy artykuł.

    1. Dzięki za komentarz!

      Ja wciąż jestem przeciwnikiem rozdawania gadżetów w podróży. Oczywiście zupełnie inną sprawą jest gdy się z kimś autentycznie zaprzyjaźnimy, poznamy. Ale ot tak, na ulicy? Albo gdy ktoś żebrze? Jestem na nie. 

      Co do sponsorami to nie chodzi mi o to, żeby nie szukać ich wcale ale żeby szukać ich z pomyłem i nie tracić czasu na maile w stylu “jadę do Tajlandii, szukam sponsora”.

      pozdrawiam!

  6. zgadzam się co do joty,niestety z moich podróżniczych obserwacji wynika, że Polakom bez względu na wiek zależy tylko na tym, żeby było jak najtaniej, nie na tym,żeby np. zobaczyli to o czym tak długo marzyli.
    Pamiętam blog, który czytałam kilka lat temu na temat pewnego azjatyckiego kraju i co w nim znalazłam….cenę nawet papieru toaletowego;))
    Dlatego zawsze posiłkuję się forami po angielsku, ale widzę, ze coś zmienia się w tej materii:)

  7. Bardzo dobre rady dla początkujących i nie tylko ! 🙂  Życie i kolejne przygody pokazują jednak, że każdy człowiek siłą rzeczy popełnia błędy. Oczywiście świetna sprawa, kiedy ci bardziej doświadczeni dzielą się z innymi swoimi spostrzeżeniami i przestrzegają przed różnymi sytuacjami. pozdrawiam ciepło 🙂

  8. prawdę mówiąc z tym rozdawnictwem na ulicy to problem powszechny – obecny także w Polsce. jeżeli daję coś dziewczynie, która stoi pod kościołem i żebrze, to ona właśnie dlatego tam stoi żebrze, bo ja jej coś daję …

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.