Czas, pieniądze, zmiany

Siam Reap street vendor

Miejsca, które odwiedzasz dziś jutro nie będą już takie same. Miejsca, które zamierzasz odwiedzić jutro nie są już takie jak  opisuje je przewodnik, w którym czytasz o nich dziś. Jak szybko zmienia się świat miałem okazję obserwować w miniony weekend, gdy po dwóch latach przerwy wróciłem do Kambodży.

Do Siam Reap od granicy jedzie się asfaltową drogą. Pisze o tym dlatego, że jeszcze kilka lat temu drogi nie było. Była za to jedna z najbardziej niesławnych tras Azji – koszmar podróżnika, droga do piekła. I choć nowa droga istnieje od dawna (jechałem nią już dwa lata temu), legenda dawnej trasy żyje, ma się dobrze i dalej odstrasza wielu turystów.

Również Saim Reap, które pamiętam wciąż żyje i ma się dobrze…czyli źle. Brudne ulice, na nich brudne dzieci w brudnych ubraniach, brudne, chylące się ku ziemi blaszane wiaty robiące za sklepy, watahy brudnych bezpańskich psów.  Nic się nie zmieniło. Ale wystarczy przejść kilka kroków, zbliżyć się nieco do rzeki by trafić do nowego Siam Reap. To co dwa lata temu było ledwie jedną, położoną w pobliżu tzw. „Old Market”  ulicą teraz zmieniło się w całą dzielnicę. Klimatyczne restauracje, eleganckie butiki, zadbane hotele a wokół – mrowie turystów. Ktoś powie, że miasteczko się komercjalizuję, traci klimat. Ja mówię – całe szczęście. Umęczeni przez historię najnowszą Khmerowie zasługują na to, by zacząć w końcu zarabiać. Może z czasem nowe Siam Reap wchłonie to stare i czasu biedy i brudu odejdą z zapomnienie.

Na tym jednak zmiany się nie kończą. O dziwo zmienia się też to, co zdaje się niezmienne – największa lokalna atrakcja turystyczna, świątynie Angkor. W oczy rzuca się większa niż dwa lata temu ilość strzałek z kierunkiem zwiedzania, ostrzeżeń przed niebezpiecznymi fragmentami ruin, poręczy przy stornach podejściach, drewnianych chodników,  zamkniętych wejść.  Ma to niewątpliwie związek z rosnącą liczną odwiedzających Angkor turystów. I znów ktoś mógłby narzekać, że wschód słońca nad Angkor Wat lepiej ogląda się samemu a po świątyniach najlepiej biegać bez żadnych ograniczeń, niczym Lara Croft z Tomb Raidera. Prawda jest jednak taka, że to oszałamiające miejsce zasługuje na jeszcze większe zainteresowanie turystów a ruiny na lepszą przed nimi ochronę. Tych zaś, którzy martwią się, że świątynie zostanie zadeptane, uspokajam – jest wręcz odwrotnie, Angkor zdaje się rozrastać. Płynące wartką rzeką fundusze z rozwijającej się turystyki zasiliły projekty rekonstrukcyjne, co krok widać tablice informujące o rozpoczętej właśnie konserwacji kolejnego fragmentu muru, porozrzucane po okolicach kupy kamieni na powrót przyjmują kształt budynków tworzących niegdyś stolicę khmerskiego imperium.

Jest jednak jedna rzecz, która nie zmieniła się wcale, przynajmniej na razie. Mowa o Khmerach. To wciąż najserdeczniejsi, najbardziej życzliwi ludzie jakich miałem okazję spotkać. A mówię to przecież z perspektywy mieszkańca Tajlandii – „krainy uśmiechu”. W Siam Reap nawet nagabujący turystów kierowcy tuk tuków robią to w taki sposób, że ciężko się na nich irytować. Ciężko też spotkać dziecko, które na nasz widok nie wykrzyknęłoby radośnie „hello!”, staruszka, który na widok wycelowane w swoją stronę obiektywu aparatu fotograficznego nie obdarowałby nas szerokim, bezzębnym uśmiechem.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że siłą napędową zachodzących w Siam Reap zmian są pieniądze. Gdy dwa lata temu podróżowałem po Kambodży marzyłem by móc w tym kraju zainwestować. W powietrzu było czuć niesamowitą energię, potencjał rozwoju i  nadchodzące zmiany. Dziś wiem, że moja niedoszła inwestycja zwróciłaby się z nawiązką. Pieniądze działają ze swoją magiczna siłą i zmieniają wszystko wokół. W Kambodży na szczęście są to zmiany na lepsze.

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

1 Comment
  1. Post absolutnie prawdziwy. Kambodża zmienia sie w oszałamiającym tempie. Z jednej strony to dobrze ale czasem trochę niepokojące. W tym roku byliśmy na Koh Rong Sanloem i to co tam sie dzieje, ilość rozpoczętych budów trochę niepokoi.. za chwilę będzie tak jak wszędzie. Dlatego warto tam sie wybrać zanim zniknie ten specyficzny Kambodżański klimat.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.