Czy to czas by pożegnać Tajlandię?

Czy już czas by wyjechać z Tajlandii

 

Coraz częściej chodzi nam po głowie myśl, by wynieść się z Tajlandii. Sam jestem tym co nieco zaskoczony, wręcz zbity z pantałyku – do niedawna Tajlandia była solidną stałą w moim życiu, co by się nie działo, czułem, że tu jest moje miejsce na ziemi. To zaczyna się zmieniać…

Mieszkamy w Tajlandii ponad siedem lat. Przez pierwsze dwa uczyliśmy angielskiego w Bangkoku, kolejnych pięć spędziliśmy na Phuket. Pamiętam, gdy w pierwszym roku po przeprowadzce z Polski rozmawiałem z takim jak ja dzisiaj, długoterminowym imigrantem i mówiłem mu jak ekscytujące są dla mnie najzwyklejsze, codzienne czynności – głupi spacer ulicami miasta miał w sobie posmak przygody. „Przejdzie ci” powiedział mi i poniekąd miał rację. Coraz rzadziej w Tajlandii dopada mnie ten przyjemny zawrót głowy o jaki przyprawia wizyta w nowym, nieodkrytym miejscu. W naszą Tajską rzeczywistość wkradła się rutyna.

Swoją drogą, grzechem byłoby na tę naszą rzeczywistość narzekać. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że mamy dobrze. Oboje z Jasmine pracujemy z domu, przed którym zieleni się ogród i niebieszczy basen, żadne z nas nie narzeka na zarobki, mamy niemało wolnego czasu, paru dobrych znajomych, fajne, szczęśliwe dzieci, które co najmniej raz w tygodniu dokazują na plaży. Żyć nie umierać!

Niby żyć nie umierać! A jednak…trochę nuda.

A jednak…trochę nuda. Czuję to zwłaszcza w pracy, w której nie bardzo wiem jakbym miał się rozwinąć. Jestem redaktorem w trzecim z kolei magazynie lajfstajlowym i robię mniej więcej to samo co w dwóch poprzednich – piszę, redaguję, robię wywiady i… nudzę się. To zły znak, gdy przewracam oczami na widok kolejnego zaproszenia na „ekskluzywną kolację “czy „luksusowy brunch”; to zły znak, gdy zamiast spędzić weekend w kilkugwiazdkowym hotelu wolałbym pohuśtać się w hamaku we własnym ogródku; to znak, że trzeba by coś zmienić.

Co więcej, martwię się trochę, że pracuję w branży bez przyszłości. Praca jest niby fajna, ale totalny brak pewności co do tego, czy wciąż będę ją miał jutro, daje mi się w znaki. Magazyny na Phuket, i nie tylko na Phuket, padają jak kolejne rekordy liczby odwiedzających wyspę turystów, stawki oferowane freelancerom są tragikomicznie niskie, pracy niby nie brakuje, ale trzeba się narobić, żeby zarobić.  Jasne, co by nie było dam sobie radę, co udowodniłem sobie już nie raz w przeszłości, ale życie w ciągłej niepewności do przyjemnych nie należy…. zwłaszcza, gdy od tego czy będę miał pracę, zależy czy będę miał wizę.

Po siedmiu latach tutaj, nasz status wizowy jest taki sam jakbyśmy przyjechali tu wczoraj.

No właśnie, do tego wszystkiego dochodzi frustracja klimatem jaki ostatnio panuje w Tajlandii. Kto czyta Skok od dawna, ten wie, że największą naszą bolączką tutaj, są wizy. Niby przez tych siedem lat udawało nam się i wciąż udaje przebywać to mniej więcej legalnie, ale nigdy nie było to proste, tanie, ani też przyjemne. A ostatnio jest jakby gorzej. Ksenofobia daje o sobie znać coraz wyraźniej a urząd imigracyjny urządza obecnie prawdziwe łapanki na obcokrajowców – przetrzepuje apartamentowce, robi naloty w szkołach, w hotelach, w agencjach pracy. Niby nas to (na razie) nie dotyczy, bo tak jak wspomniałem, jesteśmy to legalnie, ale klimat strachu i niepewności się udziela. A niepewność to w starciu z tajskimi wizami uczucie nieustające – reguły zmieniają się cały czas i nigdy na lepsze, a po siedmiu latach tutaj, nasz status wizowy nie różni się niczym od statusu kogoś, kto przyjechał tu wczoraj.

Na gorsze zmienia się też sam Phuket. Dostrzegliśmy to zwłaszcza po naszej niedawnej wizycie w Polsce. Nie było nas raptem 1.5 miesiąca, a w tym czasie zdążyły zniknąć całe połacie zieleni, pojawić się dziesiątki nowych placów budów, płotów, ogrodzeń z drutu kolczastego. Problemem nie jest zresztą tylko to, że budują, ale to co budują – hotele, kurorty, centra handlowe. Cały rozwój na Phuket koncentruje się na masowej turystyce, całkowicie pomijając potrzeby ludzi, którzy mieszkają tu na stałe. Obecnie trwa między innymi budowa sztucznej laguny ze sztuczną plażą (sic!), tymczasem na wyspie wciąż nie ma rzetelnego transportu publicznego, efektywnego systemu utylizacji śmieci i tym podobnych wynalazków.

Wspomniana wcześniej niedawna wycieczka do Polski mocno namieszała nam w głowach. Do tego stopnia, że wracając z niej pierwszy raz w życiu nie cieszyłem się lądując w Tajlandii. Tak wiem, byłem w Polsce w środku lata, na wakacjach i nie musiałem stać w korku w drodze do pracy w połowie listopada. Ale rozum swoje a serce swoje. W Polsce podobało nam się szalenie – ze względu na bliskość rodziny i znajomych, na pyszne jedzenie (a w razie potrzeby Tajskich knajp nie brakuje, czego o Polskich w knajpach w Tajlnadii powiedzieć nie można :)) , na pięknie odmienione miasta, na coraz ładniejsze wsie, na przepiękne widoki, na moc wydarzeń kulturalnych… chciałoby się w tej Polsce trochę pomieszkać.

Niedawna wycieczka do Polski mocno namieszała nam w głowach.

Zresztą nie tylko w Polsce – chodzi nam po głowie pobyt w Anglii, gdzie Jasmine mogłaby zdobyć cenny dyplom jednej z tamtejszych uczelni, chodzą nam po głowie rodzinne strony Jasmine, indyjskie Sikkim, gdzie moglibyśmy rozkręcić jakiś interes; czego jak czego, ale pomysłów nam nie brakuje. No i dobrze wimy, że zmiany są zawsze na lepsze.

Co ciekawe, nie jesteśmy w naszym znużeniu Tajlandią odosobnieni. Wielu naszych znajomych – ludzi w podobnym do nas wieku, z dziećmi, o podobnym statusie materialnym itd. boryka się z tymi samymi dylematami. Do niedawna rękę daliby sobie uciąć za Tajlandię, teraz zaczynają szukać alternatywy. Kilku już nawet wyjechało – żeby posłać dzieci do lepszych szkół, żeby móc czasem pójść do teatru, żeby zobaczyć, jak żyje się gdzieś indziej. Inni śnią jeszcze swój Tajski sen, my powoli się z niego budzimy.

“Inni śnią jeszcze swój Tajski sen, my powoli się z niego budzimy.”

Piszę to wszystko w liczbie mnogiej, bo na szczęście w tej swojej powoli narastającej frustracji Tajlandią, nie jestem odosobniony. Jasmine coraz częściej mówi mi, że być może powinniśmy wyjechać stąd zanim Tajlandię znienawidzimy, wyjechać i zabrać jak najlepsze wspomnienia, wyjechać… żeby kiedyś wrócić. Oboje lubimy gdybać o tym, jak fajnie byłoby wrócić do Tajlandii po dłuższej przerwie, wrócić, żeby znowu się nią zachwycić, pokochać jak dawno niewidziany dom.

Tylko żeby wrócić, trzeba najpierw wyjechać.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

19 Comments
  1. Dawno nie zaglądałem na Skok w bok blog i taka niemiła niespodzianka… Szkoda, że planujecie takie posunięcie, ale mimo wszystko rozumiem. W pewnym wieku i sytuacji (mam na myśli rodzinę) stabilizacja jest ważniejsza niż wszystko inne i trzeba przewartościować swoje cele i marzenia. Tego co przeżyliście nikt wam nie zabierze. Masa ludzi (w tym ja) zazdrości Ci podjętych wyzwań i przeżytych przygód. Doskonale jednak rozumiem, że przychodzi taki moment, że coś w człowieku pęka i trzeba trochę zwolnić. Trzymam kciuki za podjęte decyzje i udane życie w innym zakątku świata. Nie porzucaj tylko bloga, bo nie tylko Tajlandią ludzie żyją…;) Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    1. Może to rzeczywiście to – inny okres w życiu, inne potrzeby. Chociażby szkoły dla dzieci – na Phuket i w Tajlandii w ogóle ciężki o dobre wykształcenie za rozsądne pieniądze. No nic, zobaczymy, gdzie nas rzuci – gdzie byt to nie było powinno być na tyle interesująco, że starczy materiału na bloga. Pozdrawiam!

  2. Mamy podobnie.
    Mieszkamy od 5 lat w Hiszpanii tuz przy Gibraltarze ( gdzie ja pracuje a maz z domu) i z jednej strony jest wygodnie i wszystko dosc latwe i przyjemne a z drugiej tesknimy za smakiem nowosci i tym bylskiem w oku kiedy doswiadcza sie i smakuje nowego miejsca. Myslelismy nawet o wyprowadzce do Tajlandii 🙂
    Przyjezdzamy nawet na 3tygodniowe wakacje i rekonesans w listopadzie.
    Mieszkalismy juz 3 lata na Cyprze i 1 rok na Malcie wiec wiemy ze przeprowadzki sa trudne meczace itp ale i tak warto!
    Teraz bedzie pierwsza przeprowadzka z dzieckiem – wiec pewnie jeszcze trudniej niz wczesniej. Dlatego pewnie zbieramy sie do niej juz ponad rok. Bo dobra praca, bo zlobek, bo prywatne ubezpieczenie z pracy, bo spokoj…cieply smrodek taki…
    a jednoczesnie brakuje nam pomyslow i checi spedzenia czasu gdzies w okolicy, bo wszystko znamy, widzielismy etc.
    Ja zazdroszcze ludziom ktorzy odnajduja swoje miejsce i sa tam spokojni i potrafia nie myslec nie szukac niczego nowego…

    Pozdrowienia z Andaluzji!

    1. No tak, w momencie jak nam się wszystko ułożyło, wszystko jest cacy, to mamy ochotę rozwalić to w drobny mak i wyjechać na drugi koniec świata 😊 Ja po prostu czuję, że dla nas jest za wcześnie, żeby spoczywać na laurach. Emerytura na Phuket to może kiedyś, na razie świat czeka na podbicie 😉 Powodzenia i wam!

  3. Skok w bok z definicji nie trwa zbyt długo, a siedem lat to kawał czasu.
    Powodzenia w szukaniu najlepszego miejsca na ziemi ale miło byłoby mieć Was bliżej.

  4. Byle nie do Polski – Twoją żonę będą opluwać łysole, a dzieciaki w piaskownicy dowiedzą się, że są żydami…

    1. Mam i te obawy, choć prawdę mówiąc byłem mocno zaskoczony serdecznością ludzi, których spotykałem podczas naszej niedawnej wizyty w Polsce. W sklepach, na stacjach benzynowych, w restauracjach, ba, nawet w poczekalni u lekarza! – wszędzie sporo uśmiechu. Mam nadzieję, że to nie iluzja.

  5. Mysle ze to zupelnie naturalne po wieloletniej emigracji. Ja juz poza Polska ponad 14 lat, ale jestem w europie i Polski mi nie brakuje, bo jezdze do niej czesto. Po pierwszym razie w Tajlandii tez przychodzily nam do glowy przeprowadzka do Tajlandii, ale po przemysleniu uwazamy jednak ze ma wiecej minusow, niz plusow. Jezdzimy za to co roku na wakacje (kolejne juz za 2 miesiace 😀 ) i przywozimy w wiekszosci mile wspomnienia. My generalnie lubimy podrozowac, a umowmy sie ze zarabiajac w Tajlandii nie wyjade sobie na wakacje do Stanow na miesiac, czy chocby europy. Mowie o rodzinie 2+2. Poza tym po miesiacu, czy dwoch znowu cala procedura wizy od poczatku. Teraz mam ten luksus i uwazam ze jest duzo lepszy niz praca i pobyc w “zlotej klatce”. Mysle ze wyjazd gdzies bedzie dla was lepszy, no jesli juz masz takie mysli, to za pol roku wszystko bedzie cie tak wku… ze bez sensu to przedluzac.
    btw. Jak bedziesz chcial sie przeprowadzic do Danii, to moge pomoc 😉 Zycie na dosc wysokim poziomie, bez stresu, ludzie usmiechnieci. W wielu rankingach wygrywa na najszczesliwszych ludzi. Spokojnie bedzie was stac zeby zwiedzac swiat. Minus- jezyk. Pozdrawiam

    1. Dzięki za komentarz Angelo. Pomyślimy i o Dani. Wakacje tam wspominam jako najnudniejsze w życiu ale miałem wtedy 16 lat. Potrzeby się conico zmieniły i odrobiną takiej “nudy” brzmi nawet kusząco 🙂

  6. My wytrzymaliśmy “tylko” dwa lata. Mieliśmy dokładnie te same problemy, o których piszesz. A w pewnym wieku budowanie przyszłości na zasadzie “zobaczymy jak będzie” nie jest już wcale przyjemne. Zawsze też pozostaje wiele innych miejsc i gorących plaż, przy których można mieszkać. I nie czuć się jak intruz…

  7. bardzo ladny dojrzaly wpis 😉 ja juz 3 lata w Vietnamie, ale bezdzietna i w zwiazku. Kocham moja prace z dziecmi tutaj, ze rano wstaje i jest slonecznie, ze o 7:00 rano sasiadka przed domem sprzedaje zupe, a sasiad parzy kawe. Ciagle jest we mnie duzo pokladow ciekawosci i checi odkrywania Azji/swiata. Zdaje sobie sprawde, ze jak przychodza na swiat dzieci to mysli sie juz pod ‘ich katem’ i o ich bezpieczenstwie czy edukacji. Dobrych wyborow i duzooo optymizmu. Lubie Twoj blog bo jest dojrzaly i przemyslany.

  8. Macku o ile pamiętam jesteś z Wrocławia więc jednego z najfajniejszych i najbardziej tolerancyjnych miast w Polsce (wierz mi wiem co mówię na Polkę nie wygĺądam a wychowałam się we Wrocławiu). My po 12 latach w UK tez myslimy o powrocie do kraju. Mamy dwójkę dzieci, wygodne życie, bezpieczne kariery, wiec cóż innego robić? Czas na skok w bok – do Polski hahaha uśmiałam się czytając twój wpis Jesteśmy jako rodzina w bardzo podobnym punkcie W UK jest fajnie, w Londynie szkoły są rzeczywiście dobre choć dużo zaležy od postcode (nasza córcia starsza ma 6 lat więc już od 3 lat w tutejszym systemie edukacji). Tylko, że czasem dla dzieci ważniejsze niż szkoła i fajne wakacje i wygodne życie jest poczucie przynależnosci do większej rodziny, możliwość bycia blisko ludzi, którzy je kochaja poza rodzicami. Myślę, że dla nas jako dla pary to też jest ważne bardziej niż nam się wydawało kiedy byliśmy sami i priorytetem były podróże i samorozwój. A może właśnie podróże i samorozwój prowadzą nas spowrotem do rodziny i do Wrocławia. Choć Londynu, naszego życia tu i przyjaciół będzie nam brakowało Powodzenia!

  9. Maćku, zazdroszczę (pozytywnie) tym którzy tak jak Ty są w pięknych miejscach na świecie. Jednak zastanawiając się tak głębiej to chyba wolę pracę i życie w Warszawie. Z zarobków mogę sobie pozwolić na wyjazd w dowolne miejsce. Kiedy tylko potrzebuję słońca to wsiadam w samolot i 2 godziny jestem we Włoszech, Francji. W Tajlandii byłam już 5 razy i zawsze tęsknie, ale chyba jeszcze nie czas aby zostać tam na stałe. Może na emeryturze..? 🙂

  10. Dziekuje za wszystkie teksty, wszystkie swietnie napisane, dzieki nim odbylem “podroz” z Kanady do Tajlandii, do ktorej nigdy sie nie wybieram (nie cierpie upalow, 25C to max.). Wspolczuje tych crazy visa runs, to jest jakas madness. Mieszkam w Kanadzie legalnie od 1990, wczesniej 23 lata w Krakowie. Duzo czasu spedzam tez w zimie w USA w Santa Barbara County (ucieczka od pory deszczowej w Vancouver). Jestescie super fajna rodzina, czy braliscie po uwage cieple strony USA? Okolice Santa Barbara, CA sa drogie, ale piekne. Prawdopodobnie moglibyscie zamieszkac tam predzej czy pozniej legalnie. Polski szczerze nie polecam po mimo ze w EU ale rasizm i zacofanie spoleczne (Polacy w Polsce na pewno smiertelnie sie na mnie za to obraza, wlacznie z moja Mama), a wy jestescie fajna wielonarodowosciowa rodzina. Kanada jest takze OK, nikt by was tutaj nie skrzywdil, ale jest zimniej oraz drogo (zwlaszcza w Vancouver). Pozdrawiam, POWODZENIA i madrych decyzji zycze.

  11. Macku, Polska to ladnie opakowany towar, ale pod tym opakowaniem jest nieustanny ped i wyscig szczurow. Jako niemlody juz osobnik i dlugoletni tulacz rozumiem Twoja tesknote za ojczyzna gdyz sam do niej czesto powracam, gnany nostalgia za rodzina w Polse i swoimi czterema katami na spokojnej prowincji, ale po trzech – czterech tygodniach atmosfera staje sie nieznosna, pakuje sie i powracam do bezstersowego zycia poza granicami Polski. Dla kogos “zainfekowanego” wielokulturowym zyciem, powrot na stale do Polski moze byc w dluzszej perspektywie zbyt ciezki. Rozwaz pozostawienie sobie furtki poza Polska, pomysl z UK to moze byc to. Pozdrawiam Was Serdecznie.

  12. Namówiłeś mnie jednym z artykułów swojego bloga do powrotu na Phuket po czterech latach, teraz po kolejnych czterech wpadnę znów na kilka urlopowych dni w grudniu. Może przywieźć flaki albo nalewkę z orzechów na czas przemyśleń? Pozdrawiam, Twój czytelnik.

  13. Kurcze czytając to myślę sobie czego ten gość chce 😀 przecież takie życie to spełnienie marzeń dla zdecydowanej większości osób którą znam w tym mnie, ale tu nie chodzi o samo miejsce, dom czy rodzinę tylko o rutynę która jest zabójcą radości i dobrej zabawy znam to z autopsji 😛

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.