Inna Tajlandia

„Wygląda na to, że jak tu przyjedziesz następnym razem, to będzie już inna Tajlandia” napisał do mnie kilka dni temu znajomy z Bangkoku.

Gdy piszę te słowa, w Bangkoku minął właśnie szósty dzień masowych protestów. Kto protestuje przeciw komu i dlaczego? Kiedy godzinę temu zacząłem pisać ten tekst, chciałem to dobrze wyjaśnić, dlatego pierwszych kilka paragrafów poświęciłem na streszczenie najnowszej historii politycznej Tajlandii. Właśnie je usunąłem.  Nie chcę, nie dam rady zmieścić tego wszystkiego w kilkunastu zdaniach. Tajlandia i jej historia są zbyt skomplikowane i zbyt ciekawe, by je tak spłycać. Jeśli interesują cię takie rzeczy, to mogę tylko serdecznie polecić zapoznanie się z tematem. Są na ten temat książki – zacząłbym od tych zakazanych w Tajlandii.

Sam, zamiast zanurzać się w historii, spróbuję napisać o niezwykłych protestach, które mają miejsce teraz. A żeby tekst miał chociaż jakieś pozory ładu i składu, skupię się na wznoszonych na protestach hasłach, podnoszonych symbolach i ich wyjątkowym charakterze.

Dlaczego te protesty są inne?

Kto choć trochę interesuje się Tajlandią, ten wie, że protesty uliczne wybuchają tam co kilka lat, zamachy stanu są na porządku dziennym (było ich dotąd 13) a nowe konstytucje wprowadza się niemal równie często jak nowe modele smartfonów. Dlaczego ten protest jest wyjątkowy? Z kilku powodów.

Protestują młodzi ludzie—największą grupę wśród tłumów, które od kilku dni wylegają na ulice Bangkoku, stanowią studenci. Widać też bardzo wiele szkolnych mundurków. Tym razem nie walczą ze sobą tak zwana elita i wiejskie masy czy zwolennicy takiego, czy innego polityka. W Tajlandii następuje właśnie zmiana pokoleniowa. Nie ma mowy o ryżu i podatkach, młodość domaga się swojego głosu i chce zmiany systemu.

Tajscy uczniowie na wagarach…

Demonstranci otwarcie krytykują monarchię—po latach protestów przeciwko takiemu czy innemu premierowi czy dyktatorowi, demonstranci wreszcie zwrócili się przeciwko autentycznemu centrum władzy w Tajlandii – rodzinie królewskiej. Nie sposób przecenić znaczenia tej zmiany.

Tajlandia się budzi

W Tajlandii szacunek do monarchy wpisany jest w konstytucję, a za obrazę króla idzie się do więzienia na długie lata. Mało tego, o króla nie wolno nawet mówić w kontekście polityki – ma być on ponad nią. Od kilku dni już nie jest. Na demonstracjach w Bangkoku tłumy ludzie skandują takie hasła jak:

Long live the People—czyli „niech żyje lud”, zamiast wszechobecnego dotąd w Tajlandii „Long live the king” („niech żyje król”)

Tajlandia należy do nas wszystkich, a nie do jednej osoby—to niedwuznaczna krytyka samowładczych zapędów obecnego króla Tajlandii, Ramy X, który z żoną, oficjalną nałożnicą i całym haremem mieszka w Niemczech, przejada ogromne ilości pieniędzy i rządzi się Tajlandią jak swoim prywatnym folwarkiem.

I choć chyba nikt nie krzyczy jeszcze „precz z królem”, to żądania reformy monarchii, obcięcia królewskiego budżetu i wprowadzenia demokratycznej kontroli tej nieoficjalnej, a zarazem niekwestionowanej siły w Tajskiej polityce są jednym z trzech głównych i głośno podnoszonych żądań protestujących.

Dwa pozostałe to żądanie natychmiastowej dymisji premiera oraz reforma konstytucji, wyrażające się w hasłach takich jak Fuck Prayut (tak na imię ma dyktator-premier) oraz Down with dictatorship (precz z dyktaturą).

Symboliczny pogrzeb dyktatora

Te i im podobne hasła wznoszone są na protestach otwarcie, zwłaszcza w tak zwanych Free Speach Zones, gdzie każdy może wykrzyczeć do megafonu co mu leży na sercu. I ludzie krzyczą to, o czym dotąd w Tajlandii się najwyżej szeptało. Krzyczą na przykład „Let out our friends” żądając wypuszczenia na wolność więźniów politycznych albo piszą na chodnikach Long Live Republic of Thailand.

A gdy nie krzyczą i nie piszą, to wykonują gesty. Najważniejszym symbolem protestów stał się tzw. Three Finger Salute, gest przyjmujący formę graficzną trzech pionowych kresek |||

Solidarność po Tajsku

Gest ten wywodzi się z serii filmów Hunger Games gdzie ciemiężeni przez krwiożercze elity ludzie pokazywali go sobie jako znak oporu. Tający opozycjoniści zaczęli stosować ten gest jako symbol sprzeciwu już po ostatnim przewrocie wojskowym w 2014 roku, a dziś trzy palce pokazują sobie dziesiątki tysięcy ludzie na ulicach stolicy Tajlandii. I nie tylko stolicy—wczoraj protesty odbyły się w 54 z 76 tajskich prowincji.

Słowniczek obrazkowy języka migowego dla demonstrantów

Na tym jednak gesty się nie kończą. Tłum protestujących wytworzył swój własny język migowy, którym szybko i skutecznie przekazywane są ważne informacje wśród tysięcy ludzi. Znaczenia konkretnych symboli wyjaśniane są w mediach społecznościowych—kolejnym szalenie ważnym elemencie obecnych demonstracji. To w mediach społecznościowych organizują się protestujący, to tam ostrzegają się przed niebezpieczeństwami, wymieniają się poradami i ustalają miejsca kolejnych protestów-flash mobów.

Victory monument w Bangkoku

I tak jak władze nie nadążają z cenzurą kolejnych kanałów, którymi komunikują się demonstranci, tak też nie nadążają z aresztowaniem ich przywódców…tym bardziej że tu każdy jest przywódcą. Obecny protest nie ma jednego lidera, tłum organizuje się sam a widok tysięcy ludzi w pełnej koordynacji przekazujących sobie zakupione w ramach crowdfundingu butelki z wodą czy parasole to coś naprawdę niezwykłego. Widziałem i podziwiałem tę tajską zaradność, pomysłowość i solidarność już w czasie wielkiej powodzi w 2011, teraz podziwiam ją znowu.

Portrety aresztowanych aktywistów

Wspomniałem o parasolach, bo podobnie jak niedawno w Hong Kongu, one też stały się symbolem oporu. Zresztą podobieństw między Bangkokiem i Hong Kongiem jest więcej. To właśnie od młodych mieszkańców dawnej brytyjskiej kolonii demonstranci w Bangkoku nauczyli się jak radzić sobie z policją za pomocą wysławionej przez najsłynniejszego Hongkongczyka, Brucea Lee taktyki „bądź jak woda” — demonstracje odbywają się płynnie, pojawiają się nagle i równie szybko się rozpływają, zanim władza zdążą na dobre zareagować.

Co ważne, jak na razie protesty w Bangkoku mają charakter pokojowy, a agresywnie zachowywała się dotąd tylko policja ze swoimi armatkami wodnymi. Agresywnie zareagował po pierwszym dniu protestów również premier, wprowadzając w stolicy stan wyjątkowy, zakaz zgromadzeń i ostrzegając widzów tajskiej TV, że śmierć może nadejść w każdej chwili. To zadziałało na Tajów jak płachta na byka. Od tego czasu protestujących jest coraz więcej, a demonstracje rozlały się po całym kraju.

Jak to się skończy? Nie wiadomo. Jak uczy Tajska historia (1976, 1992, 2010), może skończyć się bardzo źle. Ale mam ogromną nadzieję, że może nie tym razem i że gdy kiedyś znowu pojadę do mojego ulubionego kraju na świecie, to będzie to już zupełnie inna, lepsza Tajlandia.

Jeśli chcesz obserwować protest w Tajlandii, serdecznie polecam relacje na żywo z profilu Khao Sod English.

 

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.