Kiedy wejdziesz między wrony…

Musisz krakać tak jak one. Dlatego na kolację w Hat Yai (The City of Fun i największe miasto południa Tajalndii) wybraliśmy się na hotelowy bufet na 33 piętrze najwyższego budynku w mieście. A tam, razem z tłumem malajskich i chińskich turystów, rozsmakowaliśmy się w…kurzych stopkach.

Ok, rozsmakowaliśmy to trochę za dużo powiedziane. Ale powiedzmy, że rozumiem urok tego zdecydowanie najpopularniejszego z dań serwowanych tego wieczora. Rozpływa się to w ustach w tłustą papkę i po chwili na języku zostają tylko małe kostki gotowe do wyplucia. Mniam?

Na szczęście to nie wszystko co ów bufet oferował. Za jakieś 160 baht od osoby dorosłej (za rodzinę zapłaciliśmy mniej niż 500 thb) oddaliśmy się nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu z takimi widokami za oknem.

Długo będziemy ten posiłek pamiętać. A czy to nie właśnie o oto chodzi w podróży?

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.