Impreza u sąsiada

Sąsiad ostrzegał, że będzie impreza, że będzie trochę głośno i że mogą być problemy z dojazdem do naszego domu. Nie kłamał. Droga wiodąca do naszego podwórka została zablokowana – stanęły na niej rozłożyste baldachimy a pod nimi rzędy plastikowych krzeseł, stoły i nie wróżące nic dobrego głośniki. Potem pojawił się też zastawiony owocami ołtarz i już było wiadomo, że to nie będzie ot jakaś zwykła impreza.


Odziani na biało goście zaczęli schodzić się jeszcze przez zachodem słońca, przewleczono gary z jadłem, w woku rozmiarów anteny satelitarnej zaczął bulgotać olej (jak się potem dowiedziałem, święty, lecznicy olej); z głośników dobyło się dudnienie bębnów i jazgot piszczałek a powietrze zasnuło się dymem z kadzideł.


Mimo tych niecodziennych okoliczności, mogłoby to wszystko ujść za w miarę normalne, być może co nieco ekscentryczne spotkanie towarzyskie – było sporo śmiechu paplaniny, plączących się między nogami dzieci. Mogłoby, gdyby wśród towarzystwa nie pojawiły się dwie postaci. Obie odziane w odświętne stroje i obie…w transie – z oczami wywróconymi do wnętrza czaszki, trzęsące się rytmicznie w hipnotycznym tańcu, bełkoczące coś nieznanym mi nikomu z gości języku i leczące tańcem, dotykiem i magicznym oleje bóle i inne dolegliwości zgromadzonych gości.

Jak się później dowiedziałem, impreza odbywała się na cześć jednej z niech, konkretnie by uświetnić trzecią rocznice jej „opętania”. Takich opętanych zwie się na Phuket Ma Song I stanową oni główną atrakcje słynnego Phukeckiego festiwalu wegetariańskiego. To właśnie Ma Song przekłuwają sobie policzki, biczują się i poddają innym wyszukanym torturom by potem, zalani krwią i potem, trafić go galerii fotograficznych w magazynach podróżniczych na całym świecie.

Festiwal wegetariański na Phuket jest niezwykły, ma nieziemską atmosferę i…pisałem już o nim kiedyś, nie będę się więc powtarzał. O imprezie u sąsiada też rozpisywał się nie będę – to coś czego trzeba doświadczyć samemu, żeby to pojąć. Choć i dla mnie wciąż jest to wszystko trochę nie do pojęcia. A zatem, zamiast dalszej opowieści, zdjęcia.

 

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.