Pragnienie

Na pradawne pytanie – białe czy czerwone – w Bangkoku dać mogę tylko jedną odpowiedź – białe. (no, chyba że różowe, ale to już inna historia).

Przy bezustannie lejącym się z nieba żarze wina czerwone nie specjalnie się sprawdzają. Wyjęte z lodówki w ciągu minut ogrzewają się do temperatur czyniących je niepijalnymi, z tutejszą pikantną kuchnią nie chcą iść pod rękę, może wieczorem, w klimatyzowanej restauracji, do steku z wołowiny Kobe (a zjeść go można tu już za jakieś 70 zł) dałoby radę, ale na co dzień są bez szans.

Dlatego sięgam po białe, wytrawne, z Indii, marki Revo. Czerwone spod tej samej etykiety sprawdziło się nieźle, ale doświadczenie uczy, że dobre białe zrobić jest trudniej.

Wącham – nie wiem, jak to działa, ale wygląda na to, że wraz z całą moją osobą do Azji przeprowadził się też mój nos. Zamiast gruszek czuję mango, zamiast jabłek – papaję. Zresztą bez wdawania się w szczegóły – zapach słodki, owocowy, choć jakby nieco zatęchły, rozgotowany. Wącham jeszcze raz i owoc ustępuje nucie marcepanu. Wchodzę w to.

Usta na szczęście kwasowe – tego mi w tym upale trzeba, świeżości. Jest tej kwasowości na tyle dużo, że udaje się jej skryć sporą zawartość alkoholu. Wino waży swoje na języku, ma nieco ciała. Niestety z każą minutą w kieliszku i z każdym stopniem Celsjusza ubywa mu uroku. Alkohol zaczyna grać pierwsze skrzypce, owoc dusi się w jego oparach, wino znika. Jest na to jedna rada- pić szybko.

Więc piję, kończę kieliszek i gonię do lodówki po butelkę wody. Dziś ktoś inny jest Sprite, ja jestem pragnienie.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.