Rasizm po Tajsku

Ile zarabia nauczyciel w Tajlandii? To zależy. Od czego? Od tego gdzie pracuje, jakie ma doświadczenie, ile ma szczęścia. Przede wszystkim jednak zależy to od koloru jego skóry…

Najcenniejsi są biali native speakerzy. Oni już na starcie dostają co najmniej 35 tysięcy bahtów. W ich przypadku mniej liczą się umiejętności, doświadczenie, (oczywiście, że generalizuję i oczywiście, że wielu jest w tej grupie świetnych nauczycieli ale…) atutem jest odpowiedni paszport i jasna karnacja. Oni też mają największe na świetne pensje w szkołach międzynarodowych.

Następni w kolejce są biali z krajów nieangielskojęzycznych. Również oni przy odrobinie szczęścia są w stanie załapać się na dobrą płacę. Odnoszę wręcz wrażenie, że dla wielu Tajów wszyscy biali to po prostu Anglicy lub Amerykanie (tak jak dla wielu polaków wszyscy Azjaci to Chińczycy). Warunkiem by dobrze zarabiać będąc przedstawicielem tej grupy jest bardzo dobra znajomość angielskiego, choć i tu zdarzają się wyjątki.

Na kolejnym szczeblu drabinki są wykształceni Azjaci spoza Tajlandii. W mojej szkole oferuję się im pensję o 2-3 tyś bahtów niższą niż nam, białym. Tajwanka, która jest absolwentką anglistyki zarabia mniej niż ja, absolwent nauk politycznych. Koleżanka z Indii pracująca na północy Bangkoku musi dowieść swojej znajomości angielskiego specjalnym certyfikatem – tytuł angielskojęzycznej uczelni i 200 lat pod brytyjskim butem nie wystarcza.

Ale Tajwanka czy Hinduska i tak nie mogą narzekać. Ich koledzy z Filipin dostają często o 1/3 pieniężny mniej niż one. Jednak mimo tego wciąż stanowią oni większość tutejszych nauczycieli. Pracują, zarabiają i wysyłają pieniądze do domu a na pocieszenie mają fakt, że ktoś ma gorzej.

Tym kimś są nauczyciele tajscy na start zarabiający często mniej niż 1/3 tego co biali i to za znacznie więcej pracy. Do szkoły przychodzą o gadzinę lub dwie wcześniej niż ja, do domu wracają 2 godziny po mnie a na domiar złego mają całą masę obowiązków, o których istnieniu ja nie mam nawet pojęcia. )Sytuacja Tajskich nauczycieli poprawia się wraz ze stażem pracy – rośnie pensja a emerytury w sektorze edukacji są podobno atrakcyjne.)

Dziwne? Jeszcze dziwniejsze jest to, że wszystko o odbywa się podobno zgodnie z tajskim prawem, pod bacznym okiem tajskiego rządu, który te szczebelki płacowe sankcjonuje.

I jak mi z tym? Cóż, nie narzekam. Systemu nie zmienię, świata nie naprawię, robię swoje i szlag mnie tylko trafia, gdy za bilet wstępu do muzeum czy świątyni płacić muszę 5 razy tyle co Taj. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, oj nie ma…

 

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

ANY_CHARACTER_HERE
Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

12 Comments
  1. >No ale dlaczego nie ma sprawiedliwości? Szkoła potrzebuje native speakerów – żeby dzieciaki mogły się osłuchac z językiem… a dlaczego, bo Anglicy i Amerykanie panują na Świecie od paruset lat, więc wykształcony człowiek nie powinien kaleczyc wciąż najważniejszego języka w komunikacji. I to jest normalne. Żeby taki ktoś chciał pracowac w Tajlandii musi miec zapewniony pewien standard życia, a na standard życia składa się mieszkanie w przyzwoitym kondo, od czasu do czasu jedzenie kuchni białych, itd. To chyba nie ulega dyskusji.

    Hindusi jak mówią po angielsku tak mówia – 200 lat brytyjskiego buta nie zmieniło ich akcentu. Niestety, ale to nie jest w cenie – a na pewno nie takiej jak swobodne wyrażanie się prawdziwego native speakera. Na Tajwanie lepiej – ale co z tego? To nie jest ich pierwszy język, rzadko się zdarza, żeby mogli równie lekko rozmawiac jak Angole.

    Filipińczycy mówią wyraźnie – ale to nadal nie jest to co jest w cenie. Dodatkowo ich standard życia jest porównywalny w większości z tajskim, więc parę groszy dla rodziny jest na tyle odpowiednie, że każdy jest szczęśliwi.

    W końcu Tajowie. Niedawno były testy na wiedzę tajskich nauczycieli – i prawde powiedziawszy gdyby objąc takimi testami wszystkich nauczycieli, to te pensje by się prawdopodobnie w dużej mierze pokryły z zarobkami. Osobiście nie widzę powodu, dla którego wszyscy nauczyciele powinni zarabiac tyle samo. Ten ustrój już przerabialiśmy po 2 wojnie światowej.

  2. >Tlumaczenie zatrudniania nativespeakerow dla "osluchiwania sie z jezykiem", akcentow itd tylko wymowka. Przy 40-50 uczniach w klasie nie ma zadnego osluchiwania sie, nie ma mowy o nauce akcentu. W ogole przy poziomie angielskiego w tajskiej szkole nie ma mowy o akcentach, jest walka o w miare zrozumiale wymawianie tych kilku podstawowych zdan. I w tych warunkach znacznie lepiej poradzi sobie dobry nauczyciel, nawet jesli nie jest nativem niz pierwszy lepszy Amerykanin czy Anglik, ktory uczy w Tajlandii by przedluzyc sobie wakacje i jedyne co predysponuje go do nauczania jezyka to paszport jaki nosi w kieszeni. Zreszta co to jest dobry akcent? Moze ten prezentowany przez Kanadyjczykow z Quebecu lub Poludniowoafrykanczykow? Oni rowniez za tu nativami. A co ze Szkotami, ktorych nie czesto nie sa w stanie zrozumiec Amerykanie czy Anglicy? Podobnie ma sie sprawa z niektorymi Irlandcyzkami. Caly w tym problem ze przy zatrudnianiu nikt nie mysli o uczniach, liczy sie image szkoly, liczy sie biala twarz na fotografiach, w folderach na targach edukacyjnych.

    Podstawa do roznicowania zarobkow powinny byc kwalifikacje, doswiadczenie itd a nie pochodzenie. Ale zeby sprawdzic czyjes kwalifikacje trzeba z nim przeprowadzic rozmowe kwalifikacyjna na poziomie, trzeba samemu miec pojecie o jezyku angielskim, trzeba miec czas i checi. Tego wszystkiego w tajskiej szkole brakuje.

  3. >Absolutnie się nie zgadzam 🙂

    I już spieszę z wyjaśnieniami. Po pierwsze jeśli chcesz zobaczyc szkołę z wykwalifikowaną kadrą, z nauczycielami kontraktowymi z pierwszej półki prosto z UK – to takie szkoły istnieją. Co ciekawe zdarza im się zatrudnic (w razie przypadkowych braków kadrowych kogoś z ogłoszenia) – dzieciaki w takiej szkole są naprawdę mądre, a koszt semestru kosztuje blisko pół miliona THB.

    Pomijając szkoły tajski publiczne, gdzie wszystko jest niskich lotów, możemy na drugim końcu bieguna umiejscowic szkoły tanie, które zatrudniają Filipińczyków albo Tajów – do nauki języka angielskiego. Koszt jest 100x niższy.

    OK, to są skrajności – a pomiędzy nimi jest cała gama szkół pośrednich, międzynarodowych, biligualnych albo lepszych tajskich. Jeśli chodzi o szkołę, gdzie w klasie jest 40-50 uczniów, to musi to byc szkoła tania – w takich warunkach nauka ma bardzo mały sens. W związku z tym:
    1. Budżet jest niski – co z kolei prowadzi do niskowykwalifokowanej kadry,
    2. Aby zyskac choc odrobinę prestiżu i żeby szkoła mogła się utrzymac potrzebni są native speakerzy (którzy i tak pewnie zmieniają się jak w kalejdoskopie),
    3. Zyskując tę odrobinę prestiżu jest szansa na większą ilośc uczniów, co z kolei przekłada się na finanse szkoły.
    Nie ma tu żadnego rasizmu – jest ekonomia i marketing w czystej formie 🙂

  4. >A ja sie wlasnie zgadzam 🙂

    Piszesz ze szkoly biedne potrzebuja Nativow dla podniesienia prestizu. Racja, dokladnie o to chodzi. A nie o wspomniane wczesniej osluchwanie sie z jezykiem itp. Ale skoro nie chodzi o osluchiwanie sie z jezykiem to po co w szkole native? Ano po to, zeby miec bialego w kadrze. Rasizm to czy marketing? A moze rasistowski marketing? Zwal jak zwal – wazny jest efekt w postaci odmiennych progow placowych dla przedstawicieli roznych narodowosci. A ze sam jestem w pewien sposob beneficjentem tego systemu przyznaje bez bicia.

  5. >Ale bez tego szkoły upadną.

    W sumie to wydaje mi się, że rasizm to mocno wyświechtane słowo – w dodatku w dzisiejszych czasach używane bardzo często w sposób perfidny przez "tych uciskanych". Właściwie to oceniając siebie przez pryzmat tych kategorii muszę przyznac, że jestem rasistą. Więc niech już będzie, że to tajski rasizm – mieszkając w tym kraju najważniejsze to zrozumiec skąd się wziął 🙂

  6. >Jak wyglada w Tajlandii sytuacja z nie-bialymi native speakerami? Kiedys uczylam angielskiego w malej miejscowosci w Malezji i zanim wyjechalam zalatwilam kogos na moje miejsce. Szef szkoly byl bardzo rozczarowany, gdy zobaczyl, ze dziewczyna to co prawda native speaker, ale ze rodzice pochodzili z Indii to i ona wygladala jak Induska. A w Malezji, gdzie 100% pochodzi z Indii to zaden atut…

  7. >Tak jak pisalem – czesto (przewaznie?) o tym czy ktos jest nativem nie decyduja tu zdolnosici jezykowe a kolor skory i rysy twarzy. Dukajacy po angielsku bialy niemiec moze miec wieksze szanse na prace niz czarnoskory anglik. Sam jestem na to przykladem – jako bialas, dostaje wiecej pieniedzy niz niektorzy moi koledzy z pracy, mimo ze czesc z nich ma ukonczone studia anglistyczne (ja nie mam). Z drugiej jednak strony przez chwile pracowal u nas Amerykanin azjatyckiego pochodzenia (urodzony w Korei) i placono mu pensje nativa.

  8. >Już myślałem, że notka zakończy się ogólnym utyskiwaniem na nierówności wewnątrzkrajowe godzące w rdzennych mieszkańców danej (w tym przypadku tajskiej) ziemi – na szczęście dodałeś fragment o muzeach… 🙂

  9. >Zeby za muzea, swiatynie, praki, itp. placic jak tajowie, pokaz przy zakupie biletow swoje tajskie pozolenie na prace. Zawsze tak robilam i jeszcze nigdy nie zdarzylo mi sie placic ceny bialych.

  10. W Chinach wygląda to podobnie. Mam wrażenie, że pracę w prywatnej szkole językowej dostałam głównie z uwagi na jasną cerę i blond włosy (nikt mnie o nic za bardzo nie pytał). Nikt nie wymaga certyfikatów, studiów kierunkowych (mają być jakieś, nie ważne jakie) ani doświadczenia, wystarczy biała twarz. Najchętniej przyjmują Kanadyjczyków, Amerykanów, Brytyjczyków, Nowo Zelandczyków i Australijczyków, ale jasnowłose Słowianki też są mile widziane. Przepaść między zarobkami lokalesów i obcokrajowców jest głęboka jak Rów Mariański. Dla przykładu- chiński kierownik projektu w dużej firmie (studia wyższe, biegły angielski, certyfikaty zarządzania projektami, kilkuletnie doświadczenie w branży) zarabia 3000 rmb, nauczyciel angielskiego w przedszkolu (bez doświadczenia, certyfikatów itp) nawet 14000 rmb…

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.