Jak TO się robi w Tajlandii czyli DOersi w tropikach

doers_skokwbok

Wpis powstał w ramach akcji zrobtozlenovo.pl, Kliknij aby poznać Polskich DOersów, czytaj dalej by poznać tych z Tajlandii. 

Jakiś czas temu napisałem, że najprostszym i najpopularniejszym sposobem na to by zamieszkać w Tajlandii na stałe jest nauczanie języka angielskiego. To ciągle prawda, ale w międzyczasie poznałem masę ludzi, którzy do krainy uśmiechów trafili w zupełnie inny sposób. Oto kilku z nich.

Poznajcie mojego kumpla Santiago. Santi urodził się w Argentynie, ale większość życia spędził w Hiszpanii. Stamtąd pojechał do Austrii na studia w akademii tańca, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, Japonkę imieniem Kanoko. W międzyczasie oboje zainteresowali się systemem ćwiczeń Pilates. Ukończywszy kilka kursów wyemigrowali do Tokio, gdzie otworzyli studio Pilatesu i wiodło im się niezgorsza, dopóki w 2011 planów nie pokrzyżowało im tsunami a przede wszystkim – awaria w elektrowni atomowej w Fukushimie. Szukając ucieczki przez skażaniem, zaczęli poszukiwania zatrudnienia w internecie i tym sposobem trafili na ofertę pracy w studio Pilatesu z jednego z luksusowych hoteli na Phuket. Kilka tygodni później byli już na wyspie, kilka miesięcy później urodził im się syn. Dziś, trzy lata później, czekają na narodziny swojego drugiego dziecka, wciąż pracują w tym samym hotelu a najbliższe wakacje spędza na Bali. O przeprowadzce na razie nie myślą.

Dale urodził się w Nashville, Tennessee. Gdy dorósł, poszedł na studia. Najpierw – marketing bo w marketingu drzemie potencjał i można na nim zarobić. Pół roku później marketing wychodził mu bokiem i przeniósł się na wydział grafiki komputerowej. Szybko przekonał się jednak, że nie lubi spędzać czasu przed komputerem i zaczął szukać dalej. I znalazł – pedagogikę sztuki. Znajomi pukali się w głowę wróżąc mu wieloletnie bezrobocie lub co najwyżej “karierę” nauczyciela w lokalnej podstawówce. Dale jednak poszedł swoją drogą a międzyczasie poznał na uniwersytecie Angelę, dziewczynę wietnamsko-tajskiego pochodzenia urodzoną we francuskim Lionie. Już razem ruszyli w podróż dookoła świata, która bardzo szybko się skończyła…na Phuket. Zauroczeni wyspą wynajęli domek, znaleźli pracę i zostali na dłużej. Dale po roku pracy jako nauczyciel angielskiego w tajskiej szkole publicznej dostał ofertę pracy nauczyciela plastyki w dużej prywatnej szkole na wyspie. Zarabia dobrych kilka tysięcy dolarów miesięcznie, nie mniej niż Angela, która pracuje w dziale sprzedaży firmy deweloperskiej optującej na rynku luksusowych rezydencji. Z Phuket nie zamierzają się wyprowadzać.

Sunil i Leslie przez lata żyli i pracowali w Londynie. Mieli dobrą pracę, sporo kasy i wielkie, tętniące życiem miasto u swoich stóp. Ale coś ich kluło w bok, coś uwierało. Zaczęli szukać wyjścia ewakuacyjnego. To objawiło im się w formie…gry na giełdzie. Po kilku miesiącach intensywnej nauki, również na własnych błędach, zaczęli wypracowywać tym sposobem regularny dochód. Kolejnym logicznym krokiem było oddanie się giełdzie w 100%-tach, rezygnacja ze stałej pracy a następnie przeprowadzka w miejsce, gdzie ich pieniądze warte są nieco więcej. Tym miejscem okazał się Phuket. Dziś mieszkają tu już od kilku lat, dalej utrzymują się z obrotu akcjami, mają niespełna dwuletnią córkę i całkiem sporo czasu, żeby żeby cieszyć się życiem w tropikach.

Jest jeszcze Alberto, który przyleciał na Phuket z Kolumbii, zaczął od pracy w szkole nurkowej teraz jest kapitanem ultra luksusowego jachtu. Jest Jeremie, który wpadł na Phuket na wakacje ale psim swędem załapał się jako fotograf do jednego z 5-o gwiazdkowych hoteli i teraz zarabia i to nie mało robiąc zdjęcia hotelowych eventów. Jest Yasid, który przerwy w pracy jako przewodnik wycieczek na Phi Phi i do Phang Nga bay wypełni surfowaniem i żeglarstwem…przykłady można mnożyć.

Wielokrotnie pisałem już, że uwielbiam życie w Tajlandii i życie na Phuket. A uwielbiam je nie tylko ze względu na słoneczną pogodę czy świetną kuchnię ale również ze względu na ludzi, tych ludzi opisanych wyżej. Ludzi którzy postanowili żyć na swoich własnych warunkach, nie oglądając się na innych. Ludzi, którzy podążając za własnym sercem, za własnymi pasjami wylądowali w miejscu, które jest o wiele bliższe raju na ziemi, niż to z którego się wywodzili. I cieszę się, że ja też należę do tego, nie aż tak znowu elitarnego grona ludzi, którzy nie szukają wymówek, nie odkładają na jutro czy po jutrze, a robią to co chcą i jak chcą, tu i teraz. I nieźle na tym wychodzą.

Aby poznać więcej takich osób, wpadnij na zrobtozlenovo.pl gdzie trwają poszukiwania tzw. DOersów, ludzi, którzy mają w życiu pasję i nie wahają się jej użyć. Ta strona to morze inspiracji. Zerknij i sprawdź czy sam nie nie chcesz dołączyć do tego grona. Wierz mi, do zgarnięcia jest znacznie więcej niż gotówka będąca główną nagrodą w konkursie. Do zgarnięcia jest życie takie, o jakim marzysz. Spiesz się – akcja trwa do 30 września.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

2 Comments
  1. Uwielbiam pilates, bo naprawdę pomaga w osiągnięciu prawidłowej elastyczności i gibkości ciała, wysmukla sylwetkę. Dobry pomysł dla osób, które nie lubią szalonego pędu, to coś dla dziewczyn doceniających samokontrolę, skupienie, ale ćwiczenia raczej dają wycisk i się po nich człowiek nie zmęczy, istotny jest oddech i cierpliwość

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.