W Drogę

Photo by Nadezhda Filatova on Unsplash

Jak totalny jest brak wina w moim życiu, uświadomiłem sobie, gdy pragnąc otworzyć butelkę Douro, korkociąg musiałem pożyczyć od sąsiada.

Dziesięć lat temu korkociągów miałem kilka, miałem też piękną karafkę, pompkę próżniową, rządek książek o winie na półce, prenumeratę winiarskiego magazynu i mikro kolekcję kilkunastu butelek wina, uzbieranych podczas podróży po Europejskich winnicach. A potem wyjechałem do Azji i wino wyparowało z mojego życia, zeszło na dalszy plan, skryło się za palmami Phuket.

Dlaczego postanowiłem do niego wrócić? Nie mam jakiegoś jednego, konkretnego powodu. Może dlatego, że mam trochę nudną pracę, w której się nie spełniam i znowu potrzebuję jakiegoś hobby? Może dlatego, że pisanie o podróżach jest raczej utrudnione, gdy się mało podróżuje? Może wreszcie dlatego, że miejsce, w którym jestem – Sheffield w Anglii – mnie nie inspiruje i muszę szukać inspiracji gdzieś indziej?

Na szczęście – jest wino. Przyjaciel z dawnych lat, którego zaniedbałem, ale za którym, jak się okazuje, szalenie się stęskniłem. Jak bardzo, uświadomiłem sobie, gdy biegłem po ten nieszczęsny korkociąg do sąsiada. Wino, które miałem nim otworzyć, niewarte było uniesień – ot tanie (6 funtów) Douro DOC z Tesco; okazja, z jakiej je otwierałem, była żadna – ot czwartkowy wieczór; jedzenie, które nim popijałem, było zupełnie powszednie – kilka kawałków sera z marketu…a jednak, emocje! Co wyleje się z butelki? Jakim kolorem zabłyśnie w kieliszku? Jakimi zapachami zawiruje w nosie? Jakie wrażenie zrobi na podniebieniu?

Jak już wspomniałem, wino okazało się trochę nijakie. Nie, żeby było fatalne – kolor miało głęboko czerwony wpadający w fiolet, pachniało ładnie jagodzianką, jeżynami i nutką mentolu, a smakowało soczyście, niemal słodko, z zaskakująco długim finiszem cierpiącym nieco na brak tanin. Było jednak jakby niepoważne, banalne. Wino dla ludzi, którzy nie przepadają za winem.

Mnie jednak przypomniało ono właśnie, jak bardzo za winem przepadam. I nie chodzi mi wcale o ciecz w kieliszku, ale o całą jego otoczkę. Oto bowiem siedzę właśnie z lampką tego byle jakiego wina i czytam o dolinie rzeki Douro w Portugalii. Czy wiedzieliście, że Douro to trzeci na świecie oficjalnie wyznaczony region winiarski? (od 1756 roku). Albo, że w Douro rośnie między innymi szczep o dźwięcznej nazwie Bastardo? A widzieliście jakieś zdjęcia albo filmy stamtąd? Nie? To zobaczcie. Coś pięknego!

Kilka łyków wina i zaczynam odkrywać nowe miejsca, poznawać ludzi, zaczytywać się w historiach. To nie czary, to wino. Wierzcie mi, nie wypiłem go dużo, jestem trzeźwego umysłu, a jednak czuję się tak, jakbym ruszał właśnie w nową podróż. I chyba nie znam lepszego uczucia.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Przez ponad 8 lat mieszkałem w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.